niedziela, 12 grudnia 2021

Komandor Koenig ocala świat

 "Dira necessitas"  - przerażająca konieczność to tytuł znakomitego opowiadania Jacka Inglota, zamieszczonego w antologii sf pod tym samym tytułem. Książkę opublikowało wydawnictwo  "Almapress" w roku 1988. Żaden z pisarzy z tego tomu nie zapisał się dłużej w historii  gatunku i nie publikuje dzisiaj, jedyne autor  opowiadania pod tym strasznym tytułem. Słyszę czasem Wiktora Żwikiewicza  w Radiu Paranormalium, pisze Jacek Piekara, lecz Jacek Inglot jest na salonach literatury. Czytałam to opowiadanie wielokrotnie, jest czyste i bezbłędne, doskonałe pod każdym względem: stylu, kompozycji, budowy postaci.  

Kolejni bohaterowie opowiadania są przesłuchiwani w przestronnym pokoju o czarnych ścianach. Zajmują proste żelazne krzesło. Znajduje się tu niewiele przedmiotów. Opisy oskarżonych są oszczędne, zgodnie z zasadami protokołu: wzrost, kolor włosów, skóry i więziennego drelichu. Wszyscy rasy białej. Naprzeciwko za stołem siedzą  bardzo wiekowi Chińczycy. Na ich policzkach są wytatuowane długie szeregi cyfr. To numer typologu, według którego oznaczono wszystkich ludzi na świecie. Pytanie o numer jest   zadawane jako pierwsze. Żaden z oskarżonych nie należy do ponumerowanej ludzkości. Wszyscy byli powiązani z komandorem Koenigem i poddawali się usuwaniu tatuażu, by stać się ludźmi jak dawniej. Są przesłuchiwani przez komisję śledczą, której przewodniczy mandaryn klasy A4 Tai Ho Wang, w  sprawie o kryptonimie "Koenig", toczącej się przed Tajnym Trybunałem, Security Council of Solar Empire. 

Udaje mi się wyczuć, być może innym osobom również, energię tekstu, który czytam. Niedawno musiałam przebrnąć przez powolne i nudne opowiadania pewnej autorki. Z kolei, z książek znanego pisarza tryska zadowolenie i humor. Komandor Koenig jest silny, ma w sobie jakby kamień, nie poddaje się nigdy i nie rezygnuje z działania.  Wielka energia bije z całego opowiadania. Podczas czytania to daje siłę czytającemu. To wspaniałe odczucie. 

Gdy zaczął się konflikt, królestwem Obojga Ameryk rządził Reagan IV, pozostający w dobrych stosunkach z komandorem. Flota Koeniga zarządzała rejonem Jowisza i tam się znajdowała. Na Ziemi dokonano zamachu na władcę, jego następcą został Jaxon I. Z Ziemi dochodziły wiadomości o prześladowaniach zwolenników Koeniga.  Marynarzy wprost ze statku zabierali do komory gazowej. Wybór był oczywisty: flota komandora powinna zostać w Wolnym Państwie Jupiteranii, pod żadnym pozorem nie wracać na Ziemię. Komandor zlikwidował typolog i wprowadzał dawne demokratyczne zasady. Każdy mógł zajmować się tym, co chciał i umiał. Komandor twierdził, że Era Typologu to upadek ludzkości. Mandaryn klasy A4, prowadzący przesłuchania uważał,  że zasady Typologu są najdoskonalszym ustrojem, jaki został dany ludzkości. 

Brian Wight,  nawigator na statku dowódcy sekcji amerykańskiej floty komandora, został oskarżony za sprzeciw wobec zasad Typologu, zbrojny opór oraz  o bluźnierstwa wobec nauk Jego Świetlistości Imperatora. Grozi za to dożywotni pobyt w kopalniach Transplutona. Więzień zostaje wyprowadzony.  Dowiadujemy się, że cesarz Chin jest bezwzględnym władcą całego świata.  


Następnym przesłuchiwanym jest Henry Derek z Kornwalii. Opuścił Ziemię przed dwudziestu laty, nie było wówczas Typologu, istniała Anglia, zamieniona w Autonomiczne Królestwo Wysp Brytyjskich , wchodzących w skład Wicecesarstwa Europy. Oskarżony był dowódcą okrętu flagowego, krążownika "Avallon". Stary mandaryn wypytuje go o przebieg napadu na konwój HS 118 m, wiozący więźniów na Transplutona. 


Brak słów i metafor, by opisać wspaniałość tej bitwy. Jest tak dokładnie pokazana, że widzi się każdy manewr w przestrzeni, ataki "Cyklopów", siadanie "Krabów" na pancerzach wrogich statków powietrznych, przecinanie ich jedną salwą laserową.Ileż wiedzy, ileż fantazji i przede wszystkim logiki opisu. Najpiękniejszy i najbardziej plastyczny opis bitwy w powietrzu, jaki kiedykolwiek czytałam. 

Flota komandora wygrywała z przeciwnikiem transportującym więźniarki, wszędzie brakowało rąk do pracy. Koenig rozgromił przeciwnika, ocalało trzech ludzi z załogi: kapitan Chińczyk i jego dwaj zastępcy. Komandorowi zameldowano, że część więzienna transportowca została zdehermetyzowana  tuż przed zdobyciem sterówki z dowódcami. W ciągu sekundy zamordowano przeszło czterystu ludzi. Rozkaz wydał  Chińczyk, dowódca konwoju. Komandor kazał zatrzasnąć kask jemu dwóm zastępcom i spuścić powietrze. "Chińczyk oddychał ciężko i gwałtownie, jakby chciał uzbierać na zapas." Na próżno. 


W tej wspaniałej opowieści pojawiła się również piękna kobieta. Została uwięziona, gdyż chciała zmienić zapis w komputerze, by wyjść za ukochanego mężczyznę. Według rządów Jego Świetlistości było to poważne przestępstwo. Skazano ją na dożywotni burdel w transplutońskiej kopalni. Znalazła się wśród ocalonych więźniów. Jej uroda oszołomiła komandora. Na jej punkcie oszalał również Jacques Roux, spec od namiarów. Dla tej kobiety zdradził swego dowódcę. Komandor kazał go przykuć do fotela, by w nim siedział do końca walki z flotą Jego Świetlistości. 

Ludzie Koeniga nie wiedzieli, o co komandorowi chodzi. Nikczemny Roux nazywał go obłąkańcem. Nikt nie odgadł, jakie myśli przepływają przez genialny mózg komandora. Kiedy się naleźli w pobliżu Ceres, nie zaatakował twierdzy i broniących jej krążowników. Wysłał sześć statków, które narobiły tyle zamieszania, że Koenig zdołał się przemknąć przez kontrolowany sektor.  Komandor miał genialny plan. Wiedział, że za dwa miesiące będzie wielka opozycja Ziemia Wenus. Na linii prostej pomiędzy nimi znajdzie się przekaźnik energii dostarczanej na Ziemię i zasilającej 45 procent zapotrzebowania naszej planety. 

Roux powiedział mandarynowi, że Koenig chciał umrzeć na oczach całej ludzkości. Był pewien, że nie może zwyciężyć floty chińskiego władcy. Wielka decydująca bitwa miała się rozegrać koło przekaźnika. Komandor wystawił piętnaście jednostek, przeciwko którym szła flota cesarska, uformowana w potrójnego prostokąta. 

Obie floty parły prosto na siebie. Komandor wywalił pierwszą salwę torped prosto w przekaźnik. Jak doskonale określa Jacek Inglot przekaźnik rozbryznął się na tysiące kawałków, zaśmiecając przestrzeń pomiędzy wrogimi flotami. Komandor obrócił statki o sto osiemdziesiąt stopni i pognał ku Ziemi, wyciskając maksymalne przyspieszenie. Naprzeciwko mieli statki osłony i gęsto rozsiane satelity obronne. To nie koniec tej fascynującej walki. Koenig chciał zbombardować Pekin. Było w nim osiemdziesiąt procent Typologu. W ciągu doby diabli by wzięli całą tę segregację i typizację, razem z kolejnym Państwem Środka. Skończy się era panowania żółtków, jak pisze Autor swoim wyrazistym językiem. 

Całym impetem weszli w środek zgrupowania jednostek cesarskich, zrobiło się piekło, błyskawicznie zrąbali trzy statki komandora, ale "Avalon" przeszedł. Widzieli środkową część Chin z czerwonym kółkiem wokół Pekinu. Komandor osobiście zwolnił dźwignię, pięć białych kul, poszybowało w dół. "...nagle ekrany zalał upiorny blask atomowego wybuchu", "..usłyszeliśmy grzmot rozdzieranej atmosfery".

Roux zdradził, nazwał flotę Koeniga wystrychniętymi ma dudka głupcami. Koenig wtedy dojrzał zdradę Jacquesa Roux. "Statek szedł ostro w dół, przeciążenie rosło". Koenig wyplątał się z pasów i rzucił do drzwi sterówki, krzycząc, że musi wyciągnąć blendy z reaktora. Walczył do końca. Za drzwiami schwytali go trzej chińscy komandosi. 

Opis bitwy skończony. Mandaryn przyznał panu Roux nowy wyższy numer Typologu. A co się stało z komandorem? Dowódca z kamienia nie mógł umrzeć byle jak, skazany wyrokiem cesarza. 

Raport z przesłuchania znajdował się w archiwum. Przesłuchujący to mężczyzna lat dziewięćdziesiąt, wzrostu 155 cm, ubrany w tradycyjną chińską szatę czerwonego koloru ze złotymi lamówkami. Naprzeciwko przez drzwi wchodzi mężczyzna rasy białej, lat czterdziestu, wzrost 185 cm, ubrany w biały kosmiczny kombinezon z dystynkcjami komandora.  


niedziela, 5 grudnia 2021

Czego boją się kobiety

 Takie pytanie zadaje Eugeniusz Dębski w swoim opowiadaniu "Adaptacja", zamieszczonym w tomie "Spotkanie w przestworzach 3. Antologia młodych '80". Wykreował w nim straszną rzeczywistość o straszeniu właśnie i o strachach. Czy można się zaadaptować do takiego świata? Być może, ale straszniejszy jest ów świat dla nich rzeczywisty, w którym muszą żyć.

Clif Norton zbudził się od cichego dźwięku pękającego balonu, choć być może wcale go nie było, jedynie sygnał budzenia. Od razu sobie przypomniał wiadomość Komputera Medycznego, zawiadamiającego o konieczności skrócenia długości spania w nocy. Musiał się pospieszyć, by opuścić pokój, zanim zaczną wypompowywać z niego powietrze. Miał jedynie około dwudziestu minut na przygotowanie się do wyjścia. Musi iść do pracy, nie wolno w ciągu dnia pozostawać w domu. 

Już chciał wstać z łóżka, gdy olbrzymia betonowa płyta oderwała się od sufitu i runęła na niego. Nie poczuł bólu, była to bowiem okrutna i głupia zabawa w straszenie. Na ekranie vizora pojawiła się twarz Tiny. Dziewczyna usiłowała wybadać, czy bardzo go przestraszył jej dowcip. Zostawało już coraz mniej czasu do wyjścia, w pośpiechu strącił ze stołu "Horro Kodeks", zbiór przepisów na temat straszenia. 

Jest wiele rodzajów strachów, każdy może je wytwarzać, nawet małe dzieci, tylko nie on, nie pasuje do tej epoki. Z zamyślenia wytrącił go przeraźliwy pisk, włączono pompy usuwające powietrze z pomieszczenia, wybiegł więc w pośpiechu. W windzie rzucił się na niego olbrzymi potwór, przerażony upadł na podłogę monstrum jednakże zaczęło znikać, odezwał się śmiech Tiny. Cieszyła się, że przeraziła Clifa. 

W swoim biurze zajął się przeglądaniem wiadomości, które się znajdą w południowym wydaniu "News". Zainteresował go reportaż z rozstrzygnięcia konkursu na Fantom Roku. Zwyciężyła starsza pani i wymyślony przez nią potwór. Według Clifa nie było w nim nic nowego, ale kobieta powiedziała jedno zdanie, które zelektryzowało Clifa. 

Postanowił działać, znalazł w archiwum taśmę na temat pewnego etnografa, tak, to było to. Wziął kilka dni wolnego. Kiedy powrócił, udał się z wizytą do swej sąsiadki, która go straszyła. W ręku miał piękny bukiet kwiatów, co Tinę ogromnie zdziwiło. Przyjęła go jak miłą osobę, nie spodziewała się tej wizyty ani kwiatów.  Mimo wszystko siedziała bardzo spięta. Clif skorzystał z łazienki i ukrył coś na toaletce. 


Powrócił do swojego mieszkania i umocował na suficie mikrofon. Nie musiał długo czekać, by usłyszeć przerażający krzyk Tiny. Coś ją przeraziło. Jak myślicie, czego boją się kobiety? Co kupił podczas wolnych dni od pracy. Podpowiedział mu etnograf, podał adresy osób, które hodowały te zwierzątka, gdyż na wolności już ich nie było. 

Clifa ucieszył się, że już się nie boi fantomów i sam potrafi straszyć. Ma wiele pomysłów, wyprodukuje najokropniejsze fantomy. Wystukał kod mieszkania Tiny, zrewanżuje się, zemści. Nagle pomyślał, że Tina ma śliczne oczy.   

niedziela, 28 listopada 2021

Zła biografia

 Bardzo się ucieszyłam, czytając notkę biograficzną Małgorzaty Kondas, w  tomie "Spotkanie w przestworzach 3. Antologia młodych ' 80", zamieszczoną przed jej opowiadaniem "Magia i komputer". Nie podano w niej daty urodzenia Autorki. No, myślę sobie, takt i kultura. Czytając jednakże opowiadanie, zastanawiałam się, czy nie jest to umyślne. Może się ze mną zgodzicie .Bo wszystko w tym opowiadaniu jest dokładnie przemyślane.


Bohater opowiadanie siedzi przed taśmą wydruków komputerowych. Niezwykła taśma, zrobiona jakby z jedwabiu, została przysłana przez tajemniczą firmę. Tworzywo nie interesuje bohatera opowiadania, lecz jego praca obliczeniowa, nad którą siedzi od pięciu lat. Nareszcie jednak skończył swoje dzieło. I właśnie w tym momencie gaśnie światło. Nic nie szkodzi, praca została rozpoczęta przed wiekami, kiedy nie istniała elektryczność, przyświecano sobie wtedy przy obliczeniach światłem z kaganka. Czy to przypadek?



Niezwykła historia zaczęła się od znalezienia tajemniczego pakietu z rodzinnymi pamiątkami. Wśród nich znajdowała się koperta, którą przeznaczono dla osoby urodzonej 19 marca 1943 roku. Od razu sprawdziłam, czy zgadza się z datą urodzin Autorki; nie powiem. W liście opisano wizytę tajemniczego pana Lorentiego z kopertą, którą wręczył osiemnastoletniej wówczas prababce, z prośbą o zachowanie listu tak, aby dodarł do osoby, która się urodzi w dniu uwiecznionym na kopercie. W pakiecie znajdował się również wycinek z gazety, informujący o katastrofie kolei Warszawsko-Wiedeńskiej w dniu 21 marca 1890. Wykolejony wagon spłonął, a w nim pan Lorenti. Jeden arkusik miał wielkie znaczenie: był to czek wystawiony przez Bank of England.  

Okazało się, że czekała tam zdeponowana olbrzymia suma w złocie, a także zalakowana koperta. Zawierała list od pana Lorentiego, napisany w roku 1889. Wykładał w nim swoją teorię reinkarnacji. Adresat listu był kolejnym wcieleniem pana Lorentiego. On sam otrzymał pieniądze i list od pewnego mnicha, który był poprzednim wcieleniem. Zachęcał do przestudiowania manuskryptu mnicha, tak więc droga wiodła do Padwy. 

Mnich, brat Albert pracował nad swoją teorią reinkarnacji siedemdziesiąt lat. Wyliczył, kiedy nastąpi jego kolejne wcielenie, zdeponował dla następcy dużą sumę w banku w Londynie, który powstał w roku 1698. On sam zginął na stosie w płomieniach. Lorenti zostawił również opis swojej metody, nad którą pracował przez czterdzieści lat. I tak oto dotarła ona do osoby urodzonej 19 marca 1943 roku, praca obliczeniowa zajęła mu zaledwie pięć lat i właśnie tego wieczoru została zakończona, gdy zgasło światło. 

Reinkarnacja nie jest wytworem wyobraźni dzikich plemion, nie jest filozofią ani religią, ale faktem  Przeprowadzone obliczenia wykazały to niezbicie. Dobre i złe uczynki nie ulegną wymazaniu. Wszystko, czego dokonaliśmy, zostaje skumulowane i przejawia się predyspozycjach psychicznych każdego z kolejnych wcieleń. Popełnione zło daje trudny charakter. Wysiłek twórczy jest nagradzamy wyjątkowymi zdolnościami. 

Kolejne wcielenie ma nastąpić 5 kwietnia 2021 roku. Wybiła północ. Kropla stearyny kapnęła na jedwabną taśmę wydruku. Nagle pojawił się płomyk. Powinien coś z tym zrobić. Czuje się zmęczony, ociężały. Nagle ogień, piekielne płomienie. 

I co z tą datą urodzenia Autorki i bohatera opowiadania. Czy się zgadza?