Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 listopada 2021

Ostatni człowiek na Ziemi

 Kosmonauta przybył na Ziemię z Osiedla na Księżycu. Nie wiedział, dlaczego ludzie w nim mieszkają nie wolno im powrócić na Ziemię. Są niejako uwięzieni, i to od kilku pokoleń. Czy na coś czekają? Czemu nie wracają, czasem tylko wyrzucą jednego z nich, oskarżonego o rzekome przestępstwa, nagiego, bez żadnych środków i broni. Nie wiemy, czy uciekli, czy przebywają tu za karę. Kosmonauta odkrył w mieście na Ziemi niespodziewaną odpowiedź na wszystkie pytania. Janusz A. Zajdel podaje niezwykłe rozwiązania w swojej powieści "Cylinder van Troffa"

Miasto, do którego przybył i czegoś w nim szuka, ma rzekomo idealne warunku do życia. Przecinają je czyste, lecz puste ulice, nikt bowiem nie jeździ pojazdami zgromadzonymi w magazynie, utrzymaniem porządku zajmują się roboty. Ludzie nie mają żadnych obowiązków ani zajęć. Oczywiście nikt nie musi pracować zarobkowo ani też płacić za cokolwiek. W wielu miejscach znajdują się pojemniki z jedzeniem i piciem. Można nocować w różnych domach, jakby hotelach, przez dowolną liczbę nocy.  

Kosmonauta zauważył dziwną scenę. Wokół ulicznej latarni zgromadziła się grupa chłopaków,ponaglając  śmiechem i okrzykami robota do wspinaczki na słup. Poganiali go, używając prostackiej gwary, dalekiej od porządnej mowy kulturalnych i wykształconych ludzi. Było wesoło, lecz robot nie dał rady wejść wyżej i runął prosto na głowę jednego z grupy, który padł martwy. Chłopcy, czyli gnyple, nawet się nie obejrzeli na ciało swego kolegi, gdyż ich uwagę przyciągnął kosmak.  Wyciągnęli pałki zza pazuchy, jednakże jeden strzał z porażacza kosmonauty rozegnał ich po pustych ulicach.


Biedacy z łachmanach, na których kosmak się natknął na obrzeżach miasta, musieli walczyć o przetrwanie i szukać niepotłuczonego podajnika jedzenia. Gnyple ich niszczyli i likwidowali z zaciętością i pogardą. Nikt nie reagował, nie bronił nędzarzy. Kosmonauta słyszał również słowo docent, domyślił się jednak, że nie określa człowieka z tytułem naukowym.  

Udało mu się spotkać z docentem, który  go zaprosił do swojego pomieszczenia, a właściwie apartamentu. Było to obszerne mieszkanie, przypominające pałac, eleganckie i komfortowe. Docent miał na imię Mark, wkrótce przybyli jego przyjaciele. Było to sześciu ostatnich. Kosmonauta dowiedział się, jak się potoczyła historia ostatnich stuleci i co spowodowało całą tę sytuację.

Ziemia była przeludniona. Całą jej powierzchnię pokryto czarnymi panelami, by dostarczyć energii i pożywienia. To jednakże nie wystarczało, by wykarmić wszystkich. Zaprzęgnięto do roboty naukę, znaleziono globalne rozwiązania i wcielono je w życie. Wynaleziono specyfik, który zaaplikowano niemal wszystkim na całym świecie. Powodował bezpłodność, jedynie dziesięć procent ludności mogło mieć dzieci. 


Ta grupa otrzymała znaczące przywileje, co oczywiście budziło niechęć, delikatnie powiedziawszy, i zawiść. Okazało się jednak, że pojawiła się populacja z poważnymi wadami genetycznymi. Ponownie wprowadzono globalne naukowe rozwiązania. Mijały pokolenia i znowu pewna część ludzi z naukowo wyselekcjonowanej grupy budzi rozczarowania: rozmnażają się bardzo szybko, lecz ich poziom inteligencji był skandalicznie niski. Tymczasem postarzała się grupa z poprzednich doświadczeń i to byli właśnie ci nędzarze, których niszczyli gnyple, i tak obie grupy miały wyginąć. Wprowadzono  kolejno globalne i naukowe prawo: niemal nie było dziewczynek. 


Na Księżycu wybudowano Osiedle, do którego wysłano najwyżej rozwinięte grupy ludności, wszystkich uczonych z tytułami naukowymi: profesorów, dlatego też na Ziemi pozostali docenci.  Grupa z Osiedla miała przechować najlepsze cechy ludzkie i przenieść je na Ziemię, gdy wyginą głupi gnyple i nędzarze - zgredy. Zaludnią wtedy pustą Ziemię, na której niemal nie było kobiet, by nie stwarzać możliwości powiększenia się liczby ludności. 

A co się stało z kosmonautami z wyprawy na Dzetę, pozostawionymi w Osiedlu na Księżycu? I co to jest ten cylinder van Troffa, czy nosi się go na głowie. I kto mógłby z niego skorzystać, gdy wyludni się Ziemia. Czy ludzie z Osiedla na Księżycu ocaleją i będą mogli ocenić globalne i naukowe ratowanie ludzkości? Trzeba sięgnąć do powieści. 



niedziela, 24 stycznia 2021

Okrucieństwo wesołe i kształcące


Jej pan lubił nazywać ją głupią. Był słynnym lwem z Syrakuz, najmądrzejszym człowiekiem w całej Grecji. Skoro do swojej niewolnicy tak się zwracał, cóż mogła powiedzieć innego niż: "Tak, panie". Zauważał, że jej mózg czuje się jak nowy, jako że nigdy go nie używała. "Dziękuję, panie", odpowiadała.

Nie wiedział, że jadła resztki jego posiłków, a spała na słomie w kącie. Dowiedziawszy się, stwierdził, że kosztuje go zbyt wiele. "Tak, panie", odpowiedziała z pokorą.

A kiedy do Syrakuz przypłynęła rzymska flota, to niewolnica pokazała, że można strzelać głazami. Trzeba deskę położyć na głazie, drugi głaz na desce i wskoczyć na jej koniec. Głaz wyleci w powietrze. W naszych czasach dzieci używają tego wynalazku jako huśtawki. Niemniej jednak chmura głazów poleciała na rzymskie statki i Syrakuzy były wolne. Niewolnica nie dostała dodatkowej porcji jedzenia ani tym bardziej podziękowania. To jej pan był genialnym wynalazcą, nie ona. Wynalazł katapulty.

Oczywiście, gdy niewolnica wskoczyła na koniec deski i kamień wyleciał w powietrze, omal nie trafił Archimedesa w łysą głowę. To bardzo zabawna scena, wielki filozof jąkał się i bulgotał przerażony, uświadomiwszy sobie, że mógłby zostać zabity. Niestety, rzymskie statki pod osłoną nocy, ponownie osaczyły Syrakuzy. Podpłynęły blisko portu, więc nie można było użyć katapult: strzelały zbyt daleko, omijały statki i wpadały do wody, lub waliły zbyt blisko i rujnowały domy w porcie. Ryzykowano, że Grecy sami zburzą swoje miasto, wyręczając Rzymian.

Niewolnica pokazała mu, jak kiedyś łowiła ryby wędką, wielki myśliciel wynalazł szczypce zawieszone na dźwigu do chwytania statków. Rzymianie wciąż atakowali Syrakuzy. Niewolnica rozpaliła ognisko swoim lusterkiem. Zobaczywszy to Archimedes wynalazł lustro, które spaliło statki. Mimo zwycięstw, Syrakuzy zostały zdobyte. Archimedes siedział w ogrodzie i rysował figury geometryczne: trójkąty i koła. 




Wszedł rzymski żołnierz. Nie zamierzał zabijać Archimedesa, tym bardziej, że generał Marcellus kazał go oszczędzić. Niewolnica powiedziała o jego wynalazkach, a to rozwścieczyło żołnierza, gdyż w wyniku ich użycia zginął jego brat, a on sam uległ poparzeniu. Wyciągnął miecz. A co z niewolnicą? Dostała nowego pana. Był trochę łaskawszy. Ta miła i wesoła historyjka streszcza książeczkę dla dzieci "Niewolnica lwa", napisaną przez Terry Deary. Jest doprawdy bardzo kształcąca i wcale nie jest okrutna, jak i cała seria książeczek tego autora: "Straszna historia". Dzieci poznały słowo eureka, a dorośli ostatnie słowa Archimedesa: "Noli turbare circulos meios", ale książka ich nie przytacza. Geniusz, choć tak zamyślony, odgadł, że ma przed sobą Rzymianina i zwrócił się do niego po łacinie. 

I tak historia staje się zbiorem bajd i mitów.