sobota, 24 lutego 2018

Znowu to robią



Dawno temu, czytając po angielsku książki o UFO, dziwiłam się, że "Acknowledgment" czy "Foreword" są pisane przez wojskowych z tytułami naukowymi. Informacje zapierały dech w piersiach.


Ludzie obserwowali przelatujące nad ich głowami trójkąty, łuki, okręgi. Prędkość ich przekraczała najszybsze wówczas samoloty pasażerskie, a nawet wojskowe. Chwytali za słuchawkę telefonów i dzwonili z zapytaniem. "Nie ma ruchu lotniczego w tym rejonie", słyszeli odpowiedź dyżurnego oficera. Ten jednakże przesyłał raport, gdzie mu kazano: "Wasz obiekt doświadczalny przekroczył podany punkt na mapie", tu wstawiał czas z dokładnością co do sekundy i datę. Wysłane, poszło.

Obserwacji było bardzo dużo, być może niezliczona ilość, a raczej dokładnie zewidencjonowana przez odpowiedzialne osoby z Centrum Dowodzenia. Fascynacja sięgała zenitu: Są, czy ich nie ma? Zaprzeczano, zamazywano na czarno tak zwane wrażliwe dane w dokumentach.
Pojawiło się moc organizacji i obserwatorów. Rejestrowali dane, publikowali. Zastanawiam się, co się z nimi działo, kiedy zbliżali się do prawdy. Leonard Stringfield publikował UFO biuletyn, który docierał do wielu miejsc w Stanach, miał zasięg krajowy. Został wyselekcjonowany więc przez Air Force do uczestniczenia w oficjalnym systemie obserwacyjnym. Tyle że całkowicie poza rejestracją, oficjalnie nie istniał. Otrzymał zakodowany numer telefoniczny. Miał za zadanie przesyłać do Air Filter Center, należącym do Aid Defense Command wszelke obserwacje. Pochodziły one z raportów policji, z mediów i  Ground Observer Corps. 

Sytuacje jak z filmu sensacyjnego, a nawet bardziej emocjonujące. Nie było wtedy komórek. Jeśli obserwacja była gorąca, pochylał się nad słuchawką w publicznej budce telefonicznej. Podawał kod, otwierały się przed nim tajne łącza. Szybko recytował dane, co leciało, jak wyglądało i jaką osiągnęło prędkość. Słuchający, czerwony na twarzy z wrażenia, zapisywał. Czy wiedział, co to było?
Cóż pozostało z tamtych fascynujących lat? Project Blue Book i brak dowodu, że są, brak oficjalnego raportu i stwierdzenia, z czym i z kim mamy do czynienia. I czy w ogóle.
Zastanawia mnie, dlaczego w poprzednim stuleciu, w latach od sześćdziesiątego była tak gigantyczna ilość spotkań statków Obcych z samolotami. Część obserwacji według mojego przekonania to były wysyłane prototypy nowych samolotów, rakiet i innych jeszcze obiektów produkowanych na Ziemi. Nigdy nie poznamy, ile stworzono różnych projektów, które były legalne, ani też się nie dowiemy, które weszły do produkcji i widzimy je na lotniskach. Nie dowiemy się, które projekty odłożono na późniejsze lata, gdyż poziom techniki umożliwi ich budowę i wysłanie ich na kolejny próbny lot. A jeśli już teraz to się dzieje?  Potrzebny obserwator off-record?