środa, 11 listopada 2020

Na szczęście, to fikcja literacka


 W kolejnym odcinku mojej powieści "Królowa Salwatora", Czytelnicy mogą zapoznać się z wymyśloną przeze mnie sceną, która, na szczęście, nie wydarzyła się w życiu. Postacie są fikcyjne. Nie mam, oczywiście, zdjęcia budynku, o którym mowa, bo już runął. Te schody prowadzą do kamienicy, której poświęciłam dramatyczną scenę. 

Michał podszedł bliżej, niezauważony przez dwóch mężczyzn, którzy nie zwracali uwagi na takich jak on, miejscowych, źle ubranych, byle jakich ludzi, którzy wtapiali się w pejzaż.
Mężczyzna w kapeluszu patrzył na ceglaną ścianę budynku, podpartą drągami. Stał jako ostatni z  domów na Biskupiej.
- Gdy zaczniemy wykonywać podkopy, ten budynek może runąć - powiedział cudzoziemiec w kapeluszu.
- Trzeba było dawno rozebrać tę ruderę, teraz to powiększy nasze koszty - rzekł inżynier z niezadowoleniem.
- Czy jest tam więcej budynków w takim stanie? - zapytał inwestor.
Inżynier wzruszył ramionami. - Nie przeprowadzaliśmy analiz. Nie było tego punktu w umowie.
- Rozsądek nakazuje, by się zainteresować otoczeniem. Domy stoją na dość wysokim wzgórzu. Przeprowadzamy prace ziemne w dość niewielkiej odległości od jego podnóża. Nie wiadomo, na jaki rodzaj gleby natrafimy, gdy się głębiej wgryziemy.
- Może nastąpić katastrofa budowlana - rzekł ponuro inżynier. - Domy są zamieszkałe.
- Trzeba się liczyć z ofiarami śmiertelnymi. Tego trzeba za wszelką cenę uniknąć, gdyż grożą nam długie i kosztowne procesy sądowe.
- To opóźni realizację inwestycji. Nie możemy do tego dopuścić - rzekł inżynier.
- Jakie widzi pan rozwiązanie? - zapytał inwestor.
- Mieszkańców wykwaterować, domy zburzyć - rzekł zdecydowanie inżynier.
- Tego paragrafu nie było, kiedy zwracaliśmy się do władz miejskich o pozwolenie na budowę.
- Bardzo więc możliwe, że w ogóle nie rozpatrzą naszego wniosku - rzekł ponuro inżynier. - Jakie pan widzi rozwiązanie?
- Budowa tanich mieszkań dla tych ludzi - rzekł inwestor.
- Tu mieszka biedota, nie stać ich wzięcie setek tysięcy kredytu na zakup mieszkania, Wiele starych ludzi, mieszkali tu całe życie, są przywiązani do miejsca. Nie będą chcieli się wyprowadzić. - W głosie inżyniera brzmiała desperacja.
- Będą musieli, jeśli przystąpimy do rozbiórki ich domów - powiedział inwestor i uchyliwszy kapelusza, ruszył w stronę oszklonego pawilonu biurowego.
Inżynier odwrócił się w stronę Biskupiej Górki i obserwował budynki podparte drągami. Na jego twarzy widniała złość i zawziętość.
Michał odwrócił się i pobiegł szybko w górę. Kiedy tylko dostał się do lasu, rzucił się na ziemię i objąwszy głowę rękoma, zaniósł się rozdzierającym serce szlochem.

czwartek, 15 października 2020

Diabeł nad gniazdem UFO

Tajemnicze i niezwykłe formacje pojawiają się na polach. Ufologowie obserwowali je w wielu krajach. Czy te słynne kręgi na zbożu niosą ze sobą jakiś przekaz? Znaczenie odkrywa polski ufolog Damian Trela w swojej najnowszej książce "Gniazda UFO". 

 

Ukazała się pierwsza w Polsce książka poświęcona tajemniczym formacjom, jakie od lat pojawiają się na polach uprawnych w różnych częściach świata. Są nazywane kręgami czy piktogramami zbożowymi. 
Damian Trela, uznany badacz, dokumentujący fenomen UFO, należy do młodszego pokolenia polskich ufologów. Jest autorem wielu artykułów, prowadzi blog, drukuje w branżowej prasie specjalistycznej,  jak kwartalnik UFO, Czas UFO, czy Świat UFO.
Książka, napisana z rozmachem, licząca 450 stron, jest kompendium wiedzy o agrosymbolach. Opracowana starannie, zawiera w tekście wiele fotografii oraz kolorową wkładkę ze zdjęciami. Ta znacząca pozycja ukazuje genezę i historię zjawiska od czasów średniowiecza aż po lata współczesne. Jest to pewnego rodzaju zapis dokumentalny najważniejszych wydarzeń, jakie lawinowo narosły do niewyobrażalnych ilości przez ostatnie lata.
Kręgi i piktogramy zbożowe odwołują się do symboli starożytnych kultur, czerpią inspirację z fraktali i matematycznych złotych proporcji. Wiele agroglifów odznacza się matematyczną precyzją. Nadzwyczaj interesująca jest ich lokalizacja: łączy się z miejscami mocy! Kręgi często odnajdywano w pobliżu mistycznych miejsc mocy i w swojej strukturze nawiązywały do harmonii z naturą.
Przytoczone w książce opisy z historycznych kronik dowodzą, że występowanie kręgów zbożowych nie jest nowym zjawiskiem, a ich historia nie zaczęła się bynajmniej w latach 80/90 XX wieku. Średniowieczne legendy pełne są opowieści o czarcich kręgach, za ich powstanie miały być odpowiedzialne demony. Za pojawienie się finezyjnych wzorów w zbożu miejscowa ludność obwiniała diabła. To złe moce szalejące na polach wyciskały niezwykłe wzory. W dawnych wiekach nie znano innego wyjaśnienia.
Na kartach książki autor prezentuje słynne lądowiska UFO z lat 60/70 ubiegłego wieku - ślady, jakie pozostawiły na ziemi po przyziemieniu, lądowaniu, określane w nomenklaturze ufologicznej terminem gniazda UFO. Prowadzi nas w podróż po polach Wielkiej Brytanii, gdzie zjawisko kręgów zbożowych manifestowało się z największą częstotliwością. Pojawianie się na polach coraz bardziej skomplikowanych wzorów, badania podjęte przez cereologów, przekazy i symbolika kręgów zbożowych pokazują jak na przestrzeni lat zjawisko uległo transformacji od „prostych” kręgów po bardziej skomplikowane wzory. Zainteresowanie się fenomenem przez królewską rodzinę, rola mediów, cropmakerów oraz wyraźny związek występowania kręgów zbożowych z obserwacjami UFO, to tylko niektóre z poruszanych tematów w pierwszej części tej fascynującej książki.
Druga część książki została poświęcona występowaniu kręgów zbożowych w Polsce oraz obserwacji UFO, po których te agrosymbole zostały odkryte. Są to przypadki z Myślenic, Pigży, Kielanówki, słynnego Wylatowa oraz innych miejscowości, badania prowadzone przez dra Jana Szymańskiego i słynny „czujnik UFO”.
W kolejnych częściach książki czytelnicy mają okazję przyjrzeć się cechom fizycznym agrosymboli. Co charakteryzuje autentyczne kręgi, jak je odróżnić od fałszywek, zmiany anomalne występujące w kręgu, stan gleby i ułożenie kłosów, wpływ kręgów zbożowych na ludzkie samopoczucie i energia z nich płynąca. Obserwacje świetlnych zjawisk nad polami, wiry plazmy, promieniowanie elektromagnetyczne, orgon (i inne) – to zespół zjawisk i cech powiązanych z kręgami zbożowymi, jakie na kartach książki ukazuje autor.
Damian Trela w swej pracy nie daje definitywnej odpowiedzi na pytanie, jakie zjawisko kryje się za powstaniem kręgów zbożowych, prezentuje w sposób obiektywny i rzetelny zgromadzony materiał badawczy z ostatnich lat z terenu Polski i zagranicy. Przedstawione w książce fakty dowodzą, iż jest to zjawisko fascynujące, jak i "Gniazda UFO" Damiana Treli.

Autorem recenzji jest Marcin Stachurski. Tekst wydał mi się tak interesujący, że zamieściłam go na swoim blogu.


Colin Adrews, z którym miałam okazję wielokrotnie rozmawiać, w swojej książce "Crop circles". Signs od contact" zamieszcza takie motto: The nature od God is a circle of which the centre is everywhere and the circumference is nowhere.
Empedocles 500 B.C.

wtorek, 15 września 2020

Wielka tajemnica




Oto kolejny fragment mojej powieści "Królowa Salwatora". Akcja toczy się na przepięknej Biskupiej Górce, gdzie mieszkają ludzie, troszczący się o tę dzielnicę. Miała niezwykłą przeszłość.



- Pani wie, co tu było?
- Na terenie, na którym postawiono szkołę?


Elwira przytaknęła głową, odwracając kartę. Na całej stronie przyklejono fotografie, stykające się brzegami. Pokazywały nagrobki z nazwiskami, grobowce z kratami jako drzwi, czarne marmury, kosztowne groby rodzinne, dowodzące wysokiego statusu, jaki mieli za życia i po śmierci. Niemieckie nazwiska, daty narodzin, daty śmierci dowodziły pochodzenia i wyznania.
Bibliotekarka obróciła kartę. Na całą stronę przyklejono kartkę z maszynopisu. "Był tu śliczny cmentarz. Zarządca cmentarza mieszkał na Salwatorze, w oddzielnym domku z ogrodem. Dom pogrzebowy był niżej. Wydeptano ścieżki, szło się między pomnikami, schodziło się tamtędy w dół. Te pomniki były aż do Raduni. Część pomników porozbijano. Był tam dość duży plac. Jako dzieci, chodziliśmy na niego grać w piłkę. Wszędzie się walało bardzo dużo kości, nikt ich nie zbierał. Jak natrafiło się na nią nogą, to się odrzucało na bok i sprawa załatwiona."
Elwira obróciła kartkę. Zdjęcia pokazywały nagrobki powojenne.
- Proszę popatrzeć, wyrzeźbione litery utraciły gotyckie zawijasy, choć nazwiska dowodziły niemieckiego pochodzenia zmarłych. - Głos brzmiał głucho, jakby przebijał się przez zwały ziemi. - Pozostali w Gdańsku po zakończeniu wojny.
Połowę strony zajmowała wąska kartka maszynopisu: "Z powodu ograniczonego miejsca w otoczonym fortyfikacjami Gdańsku rozpoczęto zamykanie oraz likwidację przepełnionych cmentarzy przykościelnych. Zakładano nekropolie poza wałami, również u podnóża Biskupiej Góry. Teren pomiędzy dzisiejszymi ulicami Na Stoku, Salwator, a Kanałem Raduni był częścią cmentarza kościoła św. Zbawiciela na Zaroślaku. Założono go zaraz po zarazie w 1634 roku. Północna część została udostępniona parafii św. Jana i na mapach występuje pod nazwą St. Johannis Kirchhof. Chowano także parafian z kościołów św. Katarzyny, Najświętszej Marii Panny, a nawet kaplicy św. Anny. Grzebania zmarłych zaprzestano dopiero w 1946 roku". (...)


- Cmentarz zamknięto, to znaczy, nie kopano już grobów - powiedziała bibliotekarka, spoglądając sponad okularów.
W jej wzroku coś się czaiło, usiłowała to ukryć, zepchnąć w zapomnienie, czy nawet w pustą przestrzeń, gdzie byłoby tak niewidoczne, że nieistniejące.
Obróciła następną kartę. Stary traktor, typu Zetor spychał na stos przewrócone nagrobki. Leżały jeden na drugim, wiele z nich popękało. Wszędzie walały się kawałki płyt. Robotnicy pracowali na dniówkę, bardzo się spieszyli. Na następnej stronie ze zdjęciami, zaczepiwszy nagrobne płyty hakami, ciągnęli je, co sprawiało wrażenie, że po ziemi wloką człowieka za głowę. Kolejne strony pokazywały pusty już prostokąt placu, rowki po grabiach na miękkiej ziemi i płaskie ślady po łopacie, którą uklepywano nierówności.
- Wie pani, co potem nastąpiło? - Głos jej brzmiał ochryple, zduszony przerażeniem.
- Masz to na zdjęciach?
Elwira odwróciła kartkę. Następna była wydarta i przeznaczona na zniszczenie, aby nikt tych zdjęć nie oglądał. Zrobiono głębokie wykopy pod fundamenty. Na brzegu leżały poukładane ludzkie czaszki, obok w rowie szare kości rzucono na dno. Z łopat robotników sypała się na nie czarna ziemia.
- Wszystko robili jednocześnie, spieszyli się - rzekła Elwira - trzeba było zbudować szkołę. Partia się niecierpliwiła.
Petra potrząsnęła przecząco głową. - Nie tylko to powodowało tak haniebne zachowania.
- Trafne określenie.
- Te szczątki pozostały po Niemcach. Nikt wtedy nie myślał o szacunku dla zmarłych wrogów. - Zamilkła, niepewna, czy bibliotekarka dostrzegała proces zmian etycznych. Nie istniała idea uznająca wrogów za ludzi. Minęły dziesiątki lat, zanim żołnierze spotykali się jak człowiek z człowiekiem, i napisano te pamiętne słowa: "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Dziwiono się wtedy i oburzano, pytając: "Co oni mają nam przebaczyć?".
Jeszcze więcej czasu minęło, zanim w Gdańsku powstał Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy. Umieszczono tam nagrobki, przetransportowane ze starych nekropolii, bez różnicowania narodowości i wiary i podczas święta Zmarłych gdańszczanie przychodzą, by stać w milczeniu, a księża różnych wyznań odmawiają modlitwę w swoich językach.

Elwira opierała się obiema rękami o biurko i już nie obracała kart.