niedziela, 3 grudnia 2017

Kosmiczny deal






Czujemy podrzędność w stosunku do Obcych, przemykających błyskawicznie ponad naszymi głowami. Podziwiamy ich wysoką technikę, dla nas nieosiągalną. Uważamy, że Ziemia i słabo rozwinięci Ziemianie znajdują się na dole jakiejś skali rozwoju. I w każdej chwili możemy zostać starci jednym dotknięciem przycisku anihilacji.

Uważam inaczej. Jesteśmy centrum kosmosu pod względem biologicznym. Ukazują to wszelkie badania kobiet i mężczyzn na statkach kosmicznych. Dzięki nam gdzieś powstaje, odradza się lub rozwija życie. Jesteśmy najważniejsi. Dzięki nam istnieje życie. Poniższy przypadek ukazuje coś znacznie głębszego niż tylko biologia.
W listopadzie roku 1989  dwie kobiety jechały samochodem w pustej okolicy na zachodzie Kansas. Obserwacja UFO wywołała missing time, brak dwóch godzin. Skutki psychiczne okazały się bardzo przykre: męczyła ich bezsenność, odczuwały wciąż silny niepokój i łatwo wpadały w irytację.
W ogóle jednakże nie twierdziły, że widziały jakiś obiekt i że wysiadały z samochodu. Szczegółowa trzystopniowa regresja hipnotyczna została przeprowadzono wobec każdej z kobiet osobno. Wykazała jednak aż czterdzieści wspólnych cech. Ufolog o nazwisku Johm C. Carpenter opublikował szczegółowy raport w "Journal of UFO  Studies", będącym organem Center for UFO Studies (CUFOS), prowadzonym przez Allena Hyneka.

Susan miała wtedy 42 lata, była bizneswoman, żoną inżyniera i matką dwojga dzieci, w wieku 17 i 21 lat. Była osobą twardo stąpającą po ziemi.
Jennifer miał 49 lat i była wdową. Mogła się poszczycić stopniem naukowym. Pracowała jako freelance fotograf. Zachowywała się z rezerwą i była niezależna. Mistrzyni szczegółu, prowadziła dziennik podróży.
Przeszły trzy psychologiczne testy w CUFOS, żadna z nich nie wykazała nawet śladu problemów psychicznych, mierzonych przez Minnesota Multiphasic Personality Inventory. Nie miały skłonności do fantazjowania.
Wracały właśnie w doskonałym nastroju do St. Louis z konferencji w Aspen, Colorado. Było to szóstego listopada 1989. Jennifer zanotowała w swojej księdze logów, że minęła właśnie godzina czwarta po południu, gdy wyjechały ze stacji benzynowej we Flagler. Zdecydowały, że pojadą do Goodland, odległego o 72 mile, zanim gdzieś zatrzymają się na noc. Susan jechała z prędkością osiemdziesięciu mil drogą międzystanową numer 70. Ledwo opuściły Flagler, zobaczyły na niebie obiekt na południowym wchodzie. Jechały, a on tkwił wciąż w tym samym miejscu.
Nagle zobaczyły wiele zielonych światełek tuż przy obiekcie. Susan siedziała za kierownicą, Jennifer obserwowała obiekt niemal przez godzinę. Czasami zatrzymywały się i wyłączywszy światła, patrzyły na niezwykłą rzecz. Ostatni raz gdy to zrobiły, była 12.40 w nocy, zgodnie z logiem Jennifer.
Nagle obie spostrzegły kulę światła obniżającą się na wysokość stu stóp ponad ich samochodem. Z dołu tej kuli wysunął się rożek światła w kształcie litery V, mieniący się różnymi kolorami. Te światła ograniczały rożek. Zdziwione, zaczęły omawiać, co widzą. Czuły ogromną ekscytację. Jedyne, co pamiętają to cofnięcie się na drogę. Ich odczucia nagle uległy zmianie. Były wyczerpane, poirytowane i pragnęły zachować milczenie i spokój. A te zmiany nastroju zaszły w ciągu kilku sekund. Po chwili dojechały do Goodland, wydawało się im, że minęła minuta: była godzina 2.30 w nocy. W pokoju w motelu zauważyły dziwne zmiany w swoim wyglądzie. Jennifer czuła, że palą ją policzki, Susan była biała jak śmierć. Dokładne kobiety sprawdziły, że poszło im benzyny jak na godzinną jazdę, mimo że podróż trwała trzy. W tym czasie przejechały 72 mile.
Po powrocie do St. Louis obie czuły irytację i niepokój. Susan bardzo pragnęła odgadnąć, gdzie się podziały dwie godziny. Skontaktowały się ze znajomym, który interesuje się UFO. ten dał im kontakt do regionalnego dyrektora organizacji Mutual UFO Network (MUFON), do której również i ja należę. W rezultacie zajął się nimi John C. Carpenter. Pięć dni po wydarzeniu, czyli 12 listopada 1989 Carpenter zaczął robić wywiad z Susan. Regresja hipnotyczna trwała godzinę. Susan była zdenerwowana, zaciekawiona i ostrożna. Carpenter zabronił jej wszelkich kontaktów z Jennifer. Poprosił Jennifer na sesję, ona jednakże stwierdziła, że owszem, widziała obiekt, lecz w ogóle nie wysiadała z samochodu. Niemniej jednak przybyła na badania w dniu 24 listopada 1989 roku.
Pod hipnozą zeznały, że gdy tylko zobaczyły światło w kształcie stożka V, zostały pochwycone. Do samochodu podeszły dwie istoty. Jedna kazała jej wyłączyć silnik samochodu i zapewniła, że nic się jej nie stanie. Nie były w stanie wykazać żadnej reakcji, gdy lewitowały w pozycji siedzącej, opuszczając samochód. Obie zgodnie powiedziały, że były eskortowane przez dwie istoty, płynąc przez nocne niebo w kierunku statku. Widziały, jak samochód robi się coraz mniejszy. Wreszcie stał się mały  jak główka od szpilki.
Podobnie oglądał miasto w wysoka jeden z panów w badanym przeze mnie przypadku z roku 1979 ze Sztumu. Wiele się stało, nim dopalił papierosa, a niedopałek leżał na ziemi. Badanie metodą regresji hipnotycznej, przeprowadzone na Uniwersytecie Jagiellońskim, potwierdziło realność wydarzenia. Swoiste porwanie było tak fascynujące, że godne jest przypomnienia, co wkrótce uczynię. Obcy, co ciekawe, badali umysł i wiedzę jednego z panów.
Wróćmy jednak do Jennifer i Susan, które zostały przeniesione do  małego okrągłego pokoju, o geometrycznych oknach. Panowała tam dziwna czerwonawa poświata. Stały jakieś panele. Przez okno obie widziały gwiazdy i błękitną planetę, podobną do Ziemi. Podały mnóstwo szczegółów.
Wkrótce jednak zostały poddane typowym badaniom na stole. Obcy gestem ręki usunął lęk Jennifer. Zauważyła jakiś panel, z którego pobierali dane i masę szczegółów. Obie dokładnie opisały postacie Szaraków, które zajmowały się badaniami i wykonywały różne czynności. Kilkakrotnie uspokajały kobiety, czyniąc to gestami oraz telepatycznie i zapewniały, że nie zrobią im żadnej krzywdy.
Do palców Jennifer dołączono jakby przewody, a kostki jej nóg ujęto w obręcze, lecz nie dla unieruchomienia. Na panelach pojawiają się jakieś dane, migają na nich światełka. Do nozdrzy Jennifer wkładają mikroskopijny przedmiot.
I chociaż żadna z kobiet nie wyznała, że pobierano jej tkanki i materiał rozrodczy, rozmowa pomiędzy nimi a Obcymi niesie bezcenne wiadomości i wyjaśnia wszystko.
Jennifer: Co wy mi robicie? Odpowiedź zawierała wiadomość, że potrzebują więcej informacji na temat przemian chemicznych w jej organizmie. Coś uległo energetyzacji, gdy poddawali ją tym wszystkim testom. 
Susan: Oni pracują dla przyszłości, chodzi o genetyczne kodowanie w organizmach tych istot. Wielu z nich ma szczególny kod genetyczny, który im umożliwia współpracę z ludźmi we wszystkim, co robią. To coś było w nas kiedyś, zanim powstaliśmy, my na to coś daliśmy zezwolenie…To była kolektywna, wspólna decyzja, pochodząca z innych planów energetycznych, innych poziomów egzystencji. To była umowa, zgoda, którą daliśmy przed naszym urodzeniem i to jest dla naszego rozwoju. Wydaje się jednak, że oni uzyskali tę informację poprzez przekaz telepatyczny, ona działa łącznie  z nami i poprzez nas. To telepatyczne połączenie.
Dreszcz przenika, gdy czytamy tę wiadomość. Nie jesteśmy sami, znajdujemy się w centrum bytów. Od zawsze.

P.s. Na temat roli Ziemi  i ludzi w kosmicznej biologii wypowiedziałam się obszerniej, komentując dyskusję w Radiu Paranormalium w dniu 26 listopada 2017 roku.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Nikt nie odgadł


A może ludzie porwani przez Obcych i poddani badaniu lekarskiemu po prostu to sobie wymyślili? Ale po pierwsze: kosmiczni lekarze nie noszą gumowych rękawiczek ani żadnej odzieży ochronnej. Owszem, to zabawnie brzmi, ale specjalnie podaję taki szczegół. 


Przerażają nas szpitalne inwazyjne procedury, boimy się wszelkich interwencji chirurgicznych - rozcinania skóry, potem zszywania, nawet zastrzyków. Może więc osoby, mające w bolesnej pamięci siebie na lekarskim białym łóżku, widzące lekarzy w zielonych fartuchach, trzymających skalpele czy strzykawki, nie mogąc zapomnieć drżenia, strachu i bólu, opowiadają potem psychologom pod hipnozą, że przechodzili badania przez Obcych w oświetlonej sali statku kosmicznego, unoszącego się ponad ich domem.
Wszelkie ich techniki badań i medyczne procedury są nam całkowicie obce, nie mają nic wspólnego z ziemskimi metodami, nie są znane naszym lekarzom, więc osoby utrzymujące, że przechodziły badania, nie mogą ich sobie przypominać. Nie możemy wspominać tego, czego nie przeżyliśmy. Absolutna odrębność technik badań jest najlepszym dowodem ich prawdziwości: zdarzyły się naprawdę, a nie w umyśle lub wyobraźni człowieka. Wszak podstawową zasadą filozoficzną jest formuła Kanta: "Nie masz tego w umyśle, co nie było w zmysłach".
Gdyby relacje o procedurach medycznych, stosowanych przez Obcych, były wspomnieniami bolesnych zabiegów chirurgicznych, zapisanych w podświadomości i z niej odczytanych, nie mogłyby być całkowicie różne od procedur stosowanych przez naszych lekarzy. Najistotniejszą cechą tych relacji jest różnica pomiędzy technikami stosowanymi przez Obcych i naszymi. Rozbieżności  są tak znaczące, że przekreślają założenie o pochodzeniu ich z umysłu człowieka. Nie można przypomnieć sobie tego, czego nie przeżyliśmy.
Doktor G.Miller wykazał, że Obcy ignorują układ naczyniowy, oddechowy, limfatyczny. oddechowy, limfatyczny i cały system organów wewnętrznych od pępka aż po klatkę piersiową. Dlaczego, czy je znają, czy raczej realizują swój projekt, a te organy do niego nie należą. Wydaje się, że nie są więc zainteresowani organami znajdującymi się w górnej części brzucha. Nie badali nigdy wątroby, śledziony, żołądka ani trzustki, a na tych właśnie organach koncentruje się uwaga naszych lekarzy.
Obcych nie obchodzą główne organy, mające decydujące znaczenie dla podtrzymywania życia człowieka. Ich interesuje czaszka. W najwyższym stopniu zajmują się szczegółowym jej badaniem. Robią to jednak w dziwny sposób. W ogóle go nie znamy. Nie mamy żadnych procedur umożliwiających skanowanie zawartości mózgu, musimy się ograniczyć do zadawania pytań.
Koncentracja uwagi obcych na skórze ciała człowieka wydaje się być przesadna, ale tak nie uważam. Porwani utrzymują, że ich skóra jest oglądana co do milimetra. Co więcej, Obcy są zdziwieni lub podekscytowani, gdy widzą blizny czy nowe znamiona.
Ludzie również dość dokładnie opisują wygląd skóry Obcych. Nie ma w w niej nic ludzkiego, w niczym nie jest podobna do naszej. Przypomina raczej skórzany płaszcz, czy gładką skórę na torebki czy buty. Nie wiem, czy sobie uświadamiamy, że nasza skóra jest największym organem i ma wiele funkcji: oddycha, wchłania i wydziela. Składa się z wielu warstw, jest unerwiona, ukrwiona, przewodzi wrażenia, doznania i sygnały, wręcz czujemy skórą, czy coś przez skórę, wrażenia podświadome, pozazmysłowe. Nic więc dziwnego, że tak fascynuje obcych, opakowanych w coś nieprzewodzącego być może żadnych sygnałów. Obcy wchłaniają wręcz nasze emocje, czy zdają sobie sprawę z roli naszej skóry w produkowani i doznawaniu emocji?
Kobiety często opisują badania ginekologiczne przeprowadzane przez Obcych, jednak są całkowicie inne, brak im podstawowego elementu, ogólnie znanej czynności, wykonywanej przez naszych lekarzy. Laparoskopia wymaga nacięcia skóry, a stosowana przez naszych lekarzy igła ma znacznie większą średnicę. W badaniach, przeprowadzanych przez Obcych ważną rolę pełnią wszelkiego rodzaju igły, ślady po ich wkłuwaniu widać rankiem, gdy człowiek zostaje z powrotem włożony do własnego łóżka. Na skórze często widać ślady po wkłuciu w postaci trzech punktów, tworzących trójkąt. Często igły są wkłuwane w pępek, jak to było w przypadku Betty Hill, opisanym w książce "The Interrupted Journey" przez Johna G. Fullera.  Różnica pomiędzy techniką Obcych a ziemską jest zasadnicza. Chociaż ten przypadek został nagłośniony, to jednak dodaję garść uwag.
Zdarzyło się to w New Hampshire, które jest pięknym i tajemniczym miejscem, położonym niedaleko Mystery Hill. Oczywiście przypadkiem jest, że dwie osoby miały incydent w tym miejscu 19 września 1961 roku - a nazywają się… Hill Betty i Barney.
Mystery Hill - Wzgórze Tajemnic jest nazywane Stonehenge Ameryki. Znajduje się tam seria kamieni o dziwnym pochodzeniu. W tej również okolicy w roku 1965 zdarzyło się wiele obserwacji UFO. Trochę na wschód od centralnej części tego stanu znajduje się święte miejsce Indian. W roku 1800 odkryto tam gigantyczne cmentarzysko. Liczyło ponad dziesięć tysięcy ciał. Ułożono je koncentrycznie. Znajdują się tu jeziora polodowcowe, otoczone starymi wulkanami. Ludzie mówią, że jeziora nie mają dna i są ze sobą połączone podziemnymi tunelami, wyżłobionymi wskutek działalności wulkanów. Mówią również, że obiekty UFO wpadały do tych głębokich jezior i znikały na zawsze.
Hillowie właśnie powracali samochodem do Portsmouth  z wycieczki nad Niagarę. Zrobili sobie przystanek na burgera w Colebrook i już zdążali prosto do domu. Była godzina 22.15. Ledwo opuścili tę miejscowość, Barney zauważył na niebie dziwne światło tuż poniżej Księżyca. Obserwowali, jak się poruszało. W pewnej chwili usłyszeli serię dźwięków bip, bip, bip, a po chwili znowu bip, bip, bip. Zorientowali się nagle, że są już parę mil dalej. Wkrótce dotarli do domu. Betty podzieliła się przygodą ze swoją siostrą, Janet, która kiedy widziała UFO. Ta nalegała, by powiadomić o tym bazę wojskową Pease Air Force Base. Złożyła więc sprawozdanie, które przyjął major Paul W. Henderson. I tu kolejny cudowny zbieg okoliczności. Jest to ta sama baza wojskowa 509 Bomb Wing, która była wiązana z incydentem w Roswell w roku 1947.
W Pease Air Force Base uczyniono 20 sierpnia notatkę. W raporcie nr 100-1-61 zapisano: "dziwny incydent miał miejsce o godzinie 2.14". Były to dane z radaru. Nie przywiązano wówczas żadnego znaczenia do tego raportu. Od chwili obserwacji obiektu przez Hillów o godz. 22.15 aż do sporządzenia notatki przez wojsko minęły cztery godziny, a Hillowie usłyszeli tylko dwukrotnie serię dźwięków bip, bip, bip, następujących niemal natychmiast po sobie. Obcy mieli dużo czasu na przebadanie ich, swoim oczywiście sposobem.
Na ich stole operacyjnym wszystko jest inne. Modus operandi jest dla nas nowy. Nie znają go lekarze, a tym bardziej pacjenci, nie mogli więc niczego sobie przypomnieć, musieli przeżyć fizycznie.
Znana badaczka UFO, Jenny Randles, którą miałam okazję spotkać na zjeździe w Londynie i z powodu której doznałam niezwykłej i trafnej wizji paranormalnej, przeprowadziła studium w celu oddzielenia prawdziwych relacji ze spotkania z Obcymi od wymyślonych. Testowi poddała  jedenastu mężczyzn i dziewięć kobiet. Poproszono ich, aby wymyślili porwanie przez Obcych i je opisali. Gdyby się okazało, że opisy porwań wymyślonych i prawdziwych były podobne, oczywisty wniosek sam by się narzucał.
Aż dziewięćdziesiąt procent badanych opisało sposób, w jaki się dostali na statek. Podali, że przyprowadzili ich Obcy uzbrojeni w broń, wystrzelającą promienie. Jak wiemy, porwani opisują, że przeniknęli do statku wchodząc w okrąg światła, bryłę światła lub towarzyszą im Szaraki. Opisując wygląd Obcych, pięćdziesiąt pięć procent respondentów stwierdziło, że byli niscy, a dwadzieścia pięć procent uznało ich wzrost za wysoki. Nikt nie napomknął nawet o Szarakach. Mimo że aż dziewięćdziesiąt procent porywanych opisuje badania medyczne, żadna osoba ankietowana przez Jenny Randles nawet o tym nie napomknęła.
A jakie były powody porwania ich na statek: trzydzieści pięć procent ankietowanych podało, że Obcy chcieli im udzielić pomocy. Żaden natomiast z porwanych w Wielkiej Brytanii nie podał, że został przeniesiony na pokład dla jakiegokolwiek korzystnego powodu. Jak widać, opisy prawdziwe i wymyślone różnią się całkowicie, nie zgadzają się w żadnym punkcie. Najistotniejszą różnicą jest brak napomknienia o przeprowadzaniu przez Obcych badań medycznych. Doktor G. Miller wykazał, że opisy medycznych procedur, przeprowadzanych na statkach są tak różne od naszej ziemskiej medycyny, że  jest całkowicie niemożliwe, by taki opis został zaczerpnięty z  wyobraźni tych ludzi.   Gdyby więc chociaż jeden z ankietowanych przez Jenny Randles wymyślił sobie medyczne badanie, przeprowadzane na statku, jego opis przedstawiałby w stu procentach procedury stosowane przez ziemskich lekarzy.


środa, 22 listopada 2017

Wymyśl to i narysuj



Porwania dzieci wciąż wywołują u mnie ogromne emocje, a przecież tylko o nich czytam. A jak się czują ci, którym to się zdarzyło naprawdę? Przeżycie było tak silne i rozdzierające psychikę, że nie mogą się z tym pogodzić i dojść ze sobą do ładu. Minęły dziesiątki lat, a oni wciąż widzą prerażające sceny i nie mogą niczego zrozumieć. Porwania zachodzą nie  tylko w USA. Tam uznano, że są godne badań naukowych, przeprowadzanych przez lekarzy psychiatrów z kilkudziesięcioletnią praktyką oraz specjalistów z wielu dziedzin.

Takie zdarzenie miało miejsce również w moim mieście, niedaleko mojego domu. Był rok 1970, ale dopiero teraz dostałam list: "Szanowna Pani Emmo, postaram się jak najbardziej wiernie opisać to, co zapamiętałem".
Chłopiec spał w swojej sypialni na pierwszym piętrze, oddalonej od reszty mieszkania. Pamięta swoje łóżeczko ze szczebelkami. W środku nocy obudziło go cykanie, jakby przed zapaleniem piecyka gazowego "Junkers". Nie ustawało, nagle nastąpił potwornie jasny rozbłysk światła. Pojawił się okrąg światła, który go  pochłonął. Znalazł się w przestrzeni, otoczonej światłem. Pojawiły się dwie sylwetki, bardzo chude, jakby wykonane z jakiegoś kabla. Głowy miały nieproporcjonalnie ogromne i naprawdę ohydne, wyglądały jak nadmuchane worki, bezkształtne, ściśnięte u wylotu. Najbardziej go przeraziły ich oczy, czarne i ogromne. Nie było widać źrenic, ale wzrok przeszywał. Mieli w rękach rurki ze światełkami na końcu, chyba podłączone do urządzenia. Wepchnęli je dziecku do ust i do pępka, co bardzo bolało. Bardzo się bał i płakał. Szary starał się go uspokoić i pocieszyć. Potem pamięć się urywa, znalazł się z powrotem w pokoju. Płakał tak strasznie, że ojciec usłyszał i przyszedł. Pozostał ogromny lęk przed zostaniem w ciemnym pokoju, zawsze musiała się palić nocna lampka. Silny lęk przed pozostaniem w nocy w pustym ciemnym pokoju nie ustąpił mimo upływu dziesiatków lat. Przez wiele lat rysował  te potwory,  mówiąc że to są kościotrupy których się bardzo boi. Nie było to bynajmniej ostatnie spotkanie.
Straszne wydarzenia zapisały się w jego pamięci na zawsze. Zetknęłam się również z relacją dorosłej osoby. Pamiętała spotkania, które się jej zdarzały od jej piątych urodzin. "Nie miałam żadnych tak zwanych snów ani wizji, wszystko przeżyłam w stanie świadomości". Opowiada, co dokładnie pamięta.  Jako dziecko wciąż się gdzieś "gubiła". Nikt nie mógł jej odnaleźć przez kilka godzin mimo wielokrotnego przeszukiwania calego domu. Niespodziewanie "odnajdywała się" w miejscu, które kilkakrotnie przeszukiwano.
Powiedzmy, że miała na imię Mary. Kiedy miała pięć lat, jechała z ojcem samochodem. Było późne lipcowe popołudnie, ale jeszcze przed zachodem słońca. Było gorąco. Ojciec skierował się na wąską i pustą drogę skrótu, który znał. Nagle silnik samochodu zgasł. To był nowy samochód Plymouth, niczego mu nie brakowało. Ojciec jednak nie mógł go uruchomić, wysiadł, by podnieść maskę samochodu. Mary krzyczała, by nie wysiadał. Otworzył drzwiczki i przeszedł na przód samochodu. Dziewczynka nagle poczuła przeraźliwe zimno. Miała wrażenie, jakby ktoś wypompował gorące powietrze i wtrysnął mroźne, a stało się to w mgnieniu oka, jakby za naciśnięciem guzika. Zaczęła krzyczeć: "Tato, wróć". Ojciec zatrzasnął maskę samochod i od strony siedzenia kierowcy podszedł do okna, które było otwarte i powiedział: "Wszystko OK". Wsiadł do samochodu i starał się uspokoić płaczącą córeczkę. Nie wie, czego się tak strasznie bała. Niczego przecież nie widziała. Nagle silnik zaczął samoistnie pracować, ojciec nie dotknął kluczyka w stacyjce. Kiedy przyjechali na miejsce, dom był zamknięty, okna ciemne, była noc. Na drzwiach wisiała przypięta kartka. Napisał ją kolega, z którym miał się spotkać: "Nie mogłem dłużej czekać". Ojciec spojrzał na zegarek i wykrzyknął: "Co się stało z czasem?" Była już blisko dziesiąta wieczór. Od miejsca, gdzie się zatrzymali było nie więcej niż pół godziny. Ojciec odkrył małe ranki na jej nodze i blisko oka. Przez całe swoje życie miała wiele spotkań jako dziecko i jako
Przez całe swoje życie miała wiele spotkań jako dziecko i potem jako
dorosła osoba.
Wydawało się, że Obcy wyselekcjonowali ją do swoich celów. Nigdy nie mogła ich odgadnąć, podobnie jak ów mężczyzna, który zechciał się ze mną podzielić swoim przeżyciem. Kobieta widywała tajemnicze obiekty na niebie.
Pewnego dnia skręcała właśnie w prawo, w kierunku swej farmy. Była blisko. Nie miała pojęcia, co się zaraz wydarzy. Pojawiło się  światło, oślepiająco ostre, raziło w oczy. Widziała również niebieskie światła po lewej i po prawej stronie statku.  Znajdowało się od niej w odległości pięciu mil. Kiedy dojechała na miejsce, brakowało jej 45 minut, czas zniknął. Co  nią robili w tym czasie?
Dwa tygodnie później, 2 stycznia zdarzyło się coś niezwykłego, dziwacznego i wręcz zabawnego. Wracała właśnie swoim pickupem z biznesowego obiadu. Jej samochód był wypełniony świątecznymi prezentami, zapakowanymi w piękne pudełka. Znajdowały się w nich  głównie różnego rodzaju ciasta, wypieki i słodycze. Zobaczyła nagle przez przednią szybę trzy ostre światła. Wiedziała, czego może się spodziewać. Zaczęła wrzeszczeć: "Nie! Nie! Nie róbcie tego znowu!". Mrugnęła, a kiedy ponownie podniosła powieki, znajdowała się osiem mil dalej po przeciwnej stronie farmy. Ogarnęło ją straszne uczucie paniki. W samochodzie panował nieprzyjemny odór, prezenty zostały rozrzucone po podłodze. Ktoś pozdejmował opakowania z pudełek i nieudolnie zawinął je z powrotem. Na ręku pojawiła się trójkątna, krwawiąca rana.
W USA prowadzono badania na całymi rodzinami, prześladowanymi przez Obcych. Pojawiło się pojęcie o wielopokoleniowości. Być może uda się nam tu przybliżyć do pewnej konkluzji, będącej czymś w rodzaju wyjaśnienia.
Pewnego dnia tę kobietę odwiedzili jej krewni. Zajęta rozmową z bliskimi, nie zwracała uwagi na swoją wnuczkę, Sally, która miała niespełna pięć lat. Dziewczynka była pochylona nad rysunkiem, a kiedy skończyła podniosła go, mówiąc: "Popatrz, babciu". Spojrzała: "Nie chcę tego opisywać", pomyślała. Wiedziała, na co patrzy. "A więc, co narysowałaś, Sally?" "Przecież wiesz, babciu", odpowiedziała dziewczynka.
Na środku kartki widniał trójkąt, skierowany w dół. Po obu jego stronach dziewczynka narysowała po jednej twarzy, w środku czerwony wir, a u dołu zielone światło. Wyjaśniła, że to kosmiczny statek. Zielone światło się pojawiło, gdy drzwi były otwarte i mogła wejść do wewnątrz. Ponad statkiem dziewczynka narysowała wiele kresek czerwonych, niebieskich i zielonych, wyjaśniając, że się obracają i statek jest w ruchu. Po lewej stronie znajdowały się kreski i dziewczynka wyjaśniła, że jest to tunel, przez który jej przyjaciel ją zabiera gdzieś daleko,  Narysowała również niebieską postać, wyjaśniając, że jest to jej "przyjaciel", który jest szary, ale nie ma takiej kredki. Ramiona i nogi pozostawiła w zarysie bez koloru, gdyż były bardzo chude. Sally bierze czarną kredkę i pokrywa czarnym kolorem białą kartkę. Rysuje pudełko. Będzie mogła się w nim ukryć. Ma również klucz, nikt nie otworzy pudełka. Czyni to po to, by tajemniczy "przyjaciel" nie zabrał jej ze sobą. Nie chce się z nim "bawić" ani też nigdzie z nim iść.
Kolejne wydarzenia jeszcze bardziej ją przeraziły, gdyż siadała na brzegu łóżka Sally, by jej powiedzieć dobranoc, a dziewczynka opowiadała o swoim przyjacielu w szarym kolorze i z dużymi czarnymi oczami. Rzekomy ów przyjaciel cały czas bawił się z dzieckiem i co wieczór przychodzi, by życzyć dobrej nocy.
Kiedyś Sally narysowała mur na kartce papieru, którego nikt nie może przejść. Kryła się również w szafie, przerażona, że nikt nie może udzielić pomocy. Wie, że za drzwiami jest niebieskie światło. W ataku desperacji i przerażenia zdziera odzież z wieszaków i upycha od wewnętrznej strony drzwi. Robi to w szalonym pośpiechu, by światło jej nie dotknęło. Jeśli jej nie dosięgnie, będzie uratowana.
Dzieci oprócz "wyobrażonych" przyjaciół miewają inne osoby, z którymi się kontaktują. Pewien chłopiec mówił, że ma anioła, który go strzeże. Uważał wówczas, że jest to rezultat jego katolickich wierzeń, ale kiedy dorósł, odrzucił to przekonanie. Dziewczynka opowiadała, że jako dziecko miała wyobrażonego psa, który zabierał ją do miejsc, gdzie dzieciom nie wolno się udawać. Pies był szary.
Wszystkie te relacje są podane z punktu widzenia dziecka, które używa takich słów jak zabawa, piesek, przyjaciel. Dowodzą one, że wydarzenia zaszły w rzeczywistości. Dzieci opowiedziały, co zapisało się w ich pamięci. Dopiero jednakże regresja hipnotyczna wydobywa z nich prawdę o miejscu, do którego zabierał je ów "przyjaciel" w szarym kolorze i na czym polegały "zabawy". Pewne fakty zapisały się w następujący sposób w głębokich warstwach pamięci pewnej dziewczynki.
Opowiadała o ludziach, którzy mieszkają wysoko w niebie i zabierali ją do domu, który znajduje się tam wysoko. Będzie miała tam dzieci i one zostaną zabrane gdzieś w inne miejsce. Pamiętała również, że kiedy miała dziewięć lat, Obcy objaśniali działanie jej systemu rozrodczego. Podczas jednego z porwań pokazali jej w domu w niebie jej siostrę, która wyglądała dokładnie tak jak ona. Była klonem.
Podczas regresji hipnotycznej opisywała, że posadzono ją w pokoju urodzeń, mieszczącym się na statku kosmicznym, i pokazano hybrydowe dzieci. Kazano jej przytulić jedno z nich i zaśpiewać kołysankę. Dziecko miało trzy miesiące. Mówiono jej również o kosmicznym macierzyństwie. Takich relacji jest bardzo wiele. Czyżby te wszystkie dzieci musiały pełnić tę funkcję? Na tym polegała "zabawa"?
Te wyjaśnienia łączą się z relacjami dorosłych, którzy opowiadają, że pobierano im materiał rozrodczy. Wiele wskazuje na to, że Obcy przeprowadzają pewien projekt. Należy się zastanowić, czy jego celem jest wprowadzenie zmian w genetyce człowieka. Istoty hybrydowe mają jednak poważne braki w wyglądzie zewnętrznym, są słabe, jakby niezdolne do życia. Ich psychika jest szczątkowa. Czy gdzieś dojrzeją, czy ich istnienie ratuje kosmiczne narody?


Obecnie rodzice mieliby poważne trudności w oddzieleniu prawdy w relacjach swoich dzieci. Ich rysunki nie byłyby żadnym dowodem, gdyż w literaturze dziecięcej i w filmach pojawiają się nagminnie postacie dzieci kosmitów, noszących różowe skafandry i hełmy. Latają na kosmicznych spodkach i dokonują teleportacji. Nasza świadomość i kultura zaakceptowała ich istnienie na poziomie dzieci. Dorośli wciąż szukają naukowego dowodu.