środa, 30 grudnia 2020

Co oni zrobili z tymi dziećmi!





Udało im się uciec ze strasznego domu, dokąd zawieziono ich niemal od razu po urodzeniu. Białe automaty medyczne stwierdziły, że sieci neuronów były w wielu miejscach przerwane i nie da się ich odbudować. Te ludzkie odpadki wkładano do pojemników i pieczętowano. Pojemniki przywożono tu codziennie. Nikt nigdy go nie opuścił, dopiero tych dwoje.


Zobaczyli niebieskie szczyty gór, zieloną dolinkę, czerwone dachy białych domków miasteczka. Oczy chłopca poruszały się od przedmiotu do koloru, od kształtu do barwy. Nigdy nie widział tylu rzeczy, mózg rejestrował jak szalony tysiące doznań. Dziewczynka leżała na trawie, dotykała ustami łodyżek, odgryzła listki, jakże smakowały. Jakże się różniły od pożywienia, które rzucali im pielęgniarze. Poznawała smaki i barwy, które pędziły przez mózg.


Dobiegły ich głosy, miały tonację inną, niż kiedykolwiek słyszeli. Strażnicy i pielęgniarze odzywali się do nich z wrzaskiem, szczególnie wtedy, gdy wypili cuchnącą ciecz z butelki.

Rodziców przekonano o doskonałej opiece i terapii, jakiej podlegają ich zbierki. Większość otrzymywała urzędowe i oficjalne zawiadomienia o zgonie, przewidywanym zresztą, liczne choroby rozwijały się błyskawicznie. Całkowicie uniemożliwiały terapię.

Zawyła syrena na dachu budynku. "Moja matka oddała tu chłopca", powiedziała młoda kobieta. "Połowa rodzin z miasteczka pozbyła się wybrakowanego towaru", dodał mężczyzna. "My oddaliśmy dziewczynkę". "Dlaczego tyle się ich rodzi?", pytała kobieta.

Płuca dzieci napełniało świeże powietrze, wdychali zapachy traw łodyg ziemi, woń asfaltu i rowu przed szosą, słyszeli dźwięki przejeżdżających z rzadka aut, motory i klaksony, śpiewały ptaki. Te wszystkie doznania biegły jak szalone po ścieżkach mózgu. Dzieci rozwijały się, rosły w głąb.
Z budynku wybiegli strażnicy. Nad łąką i szosą krążył helikopter, szukający skrajnie nieprzewidywalnych osobników. Pędził samochód policyjny. Warczał motor, a mózgach dzieci wyła przerażona trąbka, waliły o siebie metalowe talerze. Z samochodu wybiegł oddział antyterrorystyczny i pędził za dziećmi w stronę gór. Nie było słychać wołania dziecka przyzywającego swoje człowieczeństwo. Już miała się otworzyć świadomość. "Jestem!" Padł strzał.




niedziela, 27 grudnia 2020

Jak wszystko stracić

 

Jak żyć, żeby wszystko mieć i nic nie robić.  W tym wspaniałym systemie ludzie niepracujący są uprzywilejowani, wszystko im się zapewnia. Pieniędzy jest tyle, że system się nimi dławi. Niewielu wie, że za dużo pieniędzy to klęska. Nikt się jednak tym nie przejmuje, bo przecież nie można było tego zmienić. I tak właśnie się zaczęło.

Szczęśliwa rodzina: rodzice i dwoje dzieci. Tak wspaniale się żyło i kto ich zniszczył? Ich własny ojciec. Za pierwszym razem mu się nie udało. Chcieli opić klęskę: usiąść przy kawie, naradzić się jak rodzina. Syn pobiegł do pralni z litrowym termosem. To pojemność o jedną dziesiątą większa, niż im wolno było jednorazowo zużyć. Pralnia to tylko symboliczne pojęcie, któż by prał odzież, przecież nie oni, DeoB. Dostawali wszystko z Działu Opieki dla Bezużytecznych. W stosie pudełek córcia wyszperała sztuczną kawę. Przepis: połowę saszetki wsypać do czterech szklanek. Mieli tylko dwie, więc…A przecież zdawała maturę z czytania ze zrozumieniem.

Ojciec chciał być człowiekiem, a nie deobe, starał się o pracę. Miał szczęśliwą rodzinę. Rodzina o obciążenie, powiedział urzędnik. Kolejne obciążenia były jeszcze bardziej dyskwalifikujące. Miał własne dzieci biologiczne, nie zaadoptował niepełnosprawnych, nie usynowił pozamałżeńskich dzieci własnej żony, bo była ślubna. Nie miał dzieci ze sztucznej macicy, wszystkie bez obciążeń genetycznych, chorób wrodzonych z własnymi czterema kończynami. Po cóż mu praca, miał przecież całą izbę dla rodziny a Dział Opieki dla Bezużytecznych zapewniał im wszystko, kilogramy jedzenia, niepotrzebnych leków, stosy odzieży i, co najważniejsze, terapię, na której psycholog im udowadniał, że nie powinni czuć się gorsi. Nie wiedzieli, że są gorsi, byli szczęśliwi, lecz gdy sprawdzili, jak ogromna jest nadprodukcja psychologów i wykształciuchów, zrozumieli potrzebę terapii.

Przybyła pracownica opieki społecznej. Ledwo weszła. Miała gigantyczną nadwagę, ale to dzięki niej dostała tę pracę. Matka się przeraziła, że sprawdzanie ich nie ominie, biurokracja była ogromna, pytania drobiazgowe. Przeglądała w myśli te wszystkie dokumenty, które musiała wypełnić. Agenci chodzili po domach i namawiali jak na telewizję, sprawa była nagląca, chodziło o to, by chapsnąć fundusze unijne, a były gigantyczne. I tak zostali deobe.  Nastąpiła reforma szkolnictwa, każdy musiał kiblować w szkole aż do szesnastki, musieli dogonić unię. Urzędniczkę zatrudniono na tym stanowisku, gdyż była tłustym potworem. Korzystała z konstytucyjnego prawa do traktowania niepełnosprawnych na równi z innymi. Otyłość jest przecież defektem genetycznym, niemożliwym do usunięcia. Cywilizowanemu społeczeństwu nie wolno nieszczęśników dyskryminować za defekty nie z ich winy.

I udało się: ojciec dostał pracę. Zarabiał dużo. Córunia stała się bardzo popularna wśród chłopaków. Kiedyś przyjęła cukierka i już nie wróciła do domu. Ojciec nie mógł znieść rozdarcia na dwie grupy społeczne. Bywał w domu coraz rzadziej, matka wciąż czekała na powrót syna. Mieli dużo pieniędzy, połowę musieli oddawać na deobe, by zachować status. I coś nam to przypomina.





czwartek, 24 grudnia 2020

Z czego zrobiony jest ogień

Wiemy, że prawa nauki są stałe i niezmienne. Są również prawdziwe, gdyż zostały udowodnione naukowo. Powstają wciąż nowe, nie ma sensu pytać o nieznane i dalekie, wystarczy chwilę poczekać i zostaną udowodnione, a świat jak zawsze będzie jasny i prosty. A jeśli dziecko zada pytanie, czy świat zawsze taki był jak teraz? Oczywiście.

 Dzieci mieszkały nad złotym, rozkołysanym morzem. Ponad ich szczęśliwą doliną świeciło różowe niebo. Jeśli chciały zobaczyć się z rówieśnikami, ustalano wizytę na następny miesiąc. Dla zabawy matka klasnęła w dłonie i krzyknęła - Transformacja: ich dom, dolina i wzgórze zamieniły się miejscami. Było pięknie, żadnych problemów, istniało tylko dziś. Matka była kiedyś w Centrum i dostała pigułkę wiedzy, stosowną do jej statusu, toteż wiedziała, że są bryły, a gdzieś w głębi straszliwy ogień i para, która umożliwiała wytwarzać wszystko, co jest im potrzebne do ich wspaniałego i stabilnego życia. Nie istnieje niepokój i niebezpieczeństwo i nie trzeba troszczyć się o czas przeszły. Zdecydowali, że powinien zostać zapomniany. Wszystko zostało ustalone.


Z czego zrobiony jest ogień? - zapytał chłopiec. I dlaczego jest niebieski - dziewczynka dodała swoje pytanie. Słońce zaczęło przygasać, zrobiło się granatowe, a potem zamieniło w punkcik lampy, a niebo stało się kopułą. Podobno niebo było czarne, a na nim wisiały miliardy błyszczących kropek, kiedyś bowiem nie istniały tak dobre programy jak teraz, mówiła matka. Produkujemy energię i klosz, który chroni przed zmarnowaniem. Wszystko trzeba oszczędzać i wydzielać. Mamusie również się produkuje i one zawsze będą mamusiami. Wyprodukowane dzieci pozostaną nimi na zawsze, taki mają status. A teraz spać dzieci, powiedziała matka. Kolor nieba zamienił się w ciemną purpurę.

Niebezpieczne pytania dotarły do urzędnika w Centrum. Przybył do pięknej doliny, choć niezupełnie, załatwił wszystko zdalnie: zwinął swój obraz sprzed biurka i rozwinął w domu kobiety w dolinie.

Było jednak za późno.  Kłopotliwe pytania dały trudne odpowiedzi. Stwierdził, że przyroda wpływa na umysł, inteligencja może się rodzić spontanicznie. Zaczął przypuszczać, że powstanie inteligencji pociąga za sobą automatyczne rodzenie się psychiki i emocji. A to jest wykluczone, stwierdził urzędnik, przeczy nie tylko nauce, ale i zdrowemu rozsądkowi.  Ale już było za późno, stwierdził ponownie.  Pojawiły się jakieś mgliste postacie, choć materia może tworzyć tylko materię, a nie tego rodzaju byty psychiczne i emocjonalne. Pojawiły się uczucia i wyobraźnia, a jego umysł wytwarzał byty duchowe. I zaczął zadawać pytania jak kiedyś w fantastycznej historii Ziemi, co było przecież niemożliwe i przeczyło nauce. Nieprawdaż?