niedziela, 9 lutego 2020

Wtedy wyruszymy



Idzie "dziki" przez dżunglę, niesie łuk, natyka się na gigantyczne kamienne struktury, może się w nich ukryć przed zwierzętami. Mijają setki lat, idzie cywilizowany człowiek ze strzelbą w ręce, widzi olbrzymie kamienne ściany i przejścia. "Tu mieszkali prymitywni dzicy", myśli ze wzgardą. Wszystko pokryła gęsta roślinności dżungli.

A tymczasem ludzie sprzed tysiąca lat bez mała zbudowali miasto, a w nim sześćdziesiąt tysięcy domów, połączonych szerokimi ulicami. Wznieśli piękne pałace. Przez dwieście lat archeologowie pracowicie odkopywali łopatkami fragmenty fundamentów, wydobyli kilka cegieł czy odgrzebali piec kuchenny. Udało się ocalić  zwoje papirusów, pokryte obrazkami i geniusz uczonych je odczytał. Dawna kultura została włączona do systemu wiedzy naszej nowoczesnej cywilizacji i opatrzona etykietką "prymitywna".
Teraz archeologowie otrzymali wspaniałe narzędzie: umożliwia "usunąć" zadrzewienie, splątane krzewy i ujawnić na ekranie kamienne budowle. Jest to LIDAR Light Detection And Ranging, coś w rodzaju skanera, jakim od pewnego czasu posługuje się archeologia. Technologia digitalna pokazała miasta połączone drogami, system kanalizacji dla nawodnienia pól, tarasy z uprawami rolnymi dla wyżywienia około 15 milionów ludzi. Zajmowały obszarł dwa razy większy niż współczesna Anglia, no i ludniejszy. Cywilizacja kwitła od II do IX wieku naszej ery. Co ją zniszczyło? To co zawsze: długotrwały stan wojny.
A jeżeli założymy, że jesteśmy obserwowani czy śledzeni przez innego rodzaju skanery. Technologia obcych potrafi zdigitalizować naszą całą cywilizację. Istnieją tam również programy idące poprzez czas. I Wielka Rada Kosmiczna do spraw Kontaktu z Prymitywnymi Kulturami swobodnie stawia na ekranie wygląd naszych miast sprzed setek lat. Komputer wykonuje prace analityczne z galaktyczną szybkością, pani sekretarka podaje kawę. Pan dyrektor, bo przecież musi być, zapisał, klik, główne wyznaczniki rozwoju Ziemian. "Taa", bębni palcami po biurku. "Zapisać czy wymazać?"
Wektor działania programu odwraca, klik, w stronę przeciwną. Czas płynie do przodu, miesiące, potem lata, stulecia i tysiąclecia. Widzi wreszcie wynik, "końcowy rezultat", jak się teraz mówi. Palce bębniące po blacie biurka zamierają z przerażenia. "Tak, koniec musi być taki, zgodnie z regułą". Gdzieś tam w głębi jego mózgu kąsa go wąż, myśl, że przecież oni wpisali ten program i znali go od początku, a nawet wcześniej. Nic przecież nie mogli poradzić na to, że wielu z nich miało zawsze odmienne zdanie i wprowadzało bunt. Już pierwszego zrzuciło się z wysokości nieba, upadł, lecz Ziemianie to widzieli,  otworzywszy usta z przerażenia. Zapamiętywali, czcząc ze strachem i przeklinając.
Obserwując obrazy lecące w przyszłości, słysząc jęki, uświadamia sobie, jak wielu z nich przekazywało destruktywne myśli, i to od samego początku, od pochwycenia za nóż aż do naciśnięcia czerwonego guzika. W oczach siedzącego przy biurku, bo przecież ma oczy, i to olbrzymie, pojawia się łza, bo ma przecież uczucia: "Przebaczcie im, bo nie wiedzą, co czynią". Tylko do kogo to kieruje, do swoich, czyli Obcych, czy do ludzi.
Cofa program do czasów, gdy dżungla pokryła starożytne miasto,  wokoło wyrosły prostokątne szklane budowle cywilizacji technicznej, zachłannie pożerającej przyrodę, by ją przerobić na beton.
Zielonej substancji ubywa około dziesięciu procent rocznie, obliczył.  Kiedy więc zamiast dżungli już wszędzie będą się wznosić wieżowce w miastach o zatrutym powietrzu, będziemy mogli i musieli wyruszyć  w górę.
Kogo tam spotkamy, jakie istoty? Ufologowie nie mogą się zdecydować, jaką naturę mają Obcy: czy są przybyszami z innych planet i żywią emocje identyczne do naszych, jak sądzi Dalaj Lama. A jeśli są międzywymiarowymi bytami, czy inteligencją? Zazwyczaj mówi się o nich jako o "realnych" bytach. Gdzie istnieją, jeśli w ogóle? Znajdują się w wymiarach poza naszym własnym.
Niektórzy sądzą, że międzywymiarowa inteligencja istnieje tylko w science - fiction: pewna grupa ufologów odnosi się do nich jak do realnych bytów. Zwolennikiem tej teorii jest Jacques Vallée. Uważa on, że obiekty oraz Obcy to odwiedziny bytów z odmiennych "realności" oraz "wymiarów". Istnieją  oddzielnie od nas. Jeszcze inni ufologowie uważają ich za przybyszy z innego Wszechświata. Choć słowo wszechświat tu nie pasuje. Użyjmy określenia Uniwersum. Oznacza to, że uważamy Obcych za istniejących realnie. Egzystują jednakże nie w naszym wymiarze, lecz w innej realności, która z naszą pozostaje w koegzystencji.
Ta hipoteza pozostaje w sprzeczności z przekonaniem, że Obcy są przedstawicielami zaawansowanej kosmicznej cywilizacji, która istnieje w naszym Wszechświecie. Uznanie, że są międzywymiarowymi bytami oznacza, że nikt do nas nie przybywał w zamierzchłych epokach. Nie było żadnych starodawnych astronautów. Nikt nas nie nauczał, jak zasiewać pola i żaden bóg Virakocza nie podarował ziaren kukurydzy do upraw.
Wielu ufologów i badaczy zjawisk paranormalnych przyjmuje hipotezę o bytach międzywymiarowych. Uważają, że wyjaśnia teorię pojawiania się i istnienia Obcych. Brad Steiger stwierdza, że mamy do czynienia z wielowymiarowym parapsychicznym zjawiskiem, które - co więcej - pochodzi z naszej planety.
John Ankenberg i John Weldon uważają, że Obcy nie zachowują się jak przybysze z innych planet. Niektórzy poszli jeszcze dalej: John Keel łączy UFO z takimi supernaturalnymi zjawiskami, jak duchy i demony. Jeszcze inni przyjmują hipotezę międzywymiarową, sądząc, że przy jej pomocy można wyjaśnić, jak Obcy są w stanie pokonać tak wielkie przestrzenie. Odległości pomiędzy gwiazdami czynią podróż niemożliwą: nikt nie wynalazł jeszcze silnika antygrawitacyjnego, czy innego napędu, który umożliwiałby lot szybciej niż światło. Teoria międzywymiarowa zakłada, że statki UFO nie są pojazdami, lecz urządzeniami, które mogą poruszać się pomiędzy odmiennymi realnościami. Nie wiadomo jednak, jak się wędrują od jednej realności do następnej. Mamy jednak pewne korzyści interpretacyjne. Hilary Evans uważa, że ta teoria może wyjaśnić, jak UFO jest w stanie znikać i się pojawiać, także na radarach . Czyżby posiadały możliwości materializowania się i dematerializowania? Łatwo mówić, to ładnie wygląda na papierze. Evans uważa, że są  naszą przyszłością, dlatego UFO dysponują technologią, której nie mamy.
A więc, wyruszymy.  Może zatrzymamy się na planecie Mars, gdzie już przygotowuje się infrastrukturę, gdyż byty międzywymiarowe włożyły nam umysłu idee. Albo dżungla nas pochłonie. On wie. Trzyma wciąż palec zawieszony.

czwartek, 10 października 2019

Eliminacja pozytywna





Kanały na Marsie. To tylko złudzenie! Mózg ludzki stworzył je, wymyślił, wyobraził sobie. Prysły marzenia, rozsypały się teorie naukowe, które uczeni tworzyli od lat ponad stu. Wszystko w mózgu i z jego powodu, te wielkie obserwacje i gigantyczne pomyłki. Czy teraz też tak jest?




Angelo Secchi dostrzegł olbrzymie struktury na powierzchni Marsa. Był rok 1858. Jednej z nich nadał nazwę Kanał Atlantycki. Zaczyna się mityzacja, powstaje legenda. Uczeni patrzą w niebo, by odkryć nowe formacje. Zwykli ludzie fascynują się i dorabiają fikcje. Giovanni Schiaparelli w roku 1877 podczas opozycji Marsa i Ziemi zobaczył proste linie. Były. Na pewno. Przecież  widział. Nazwał je kanałami. W angielskim to słowo oznaczało dukt wodny. a nie linię prostą, łączącą dwa punkty.  Uczeni stwierdzili, że istoty inteligentne zbudowały tam kanały. Nawadniali suche równikowe tereny, twierdził Percival Lowell. Inni uczeni dostrzegali setki linii, wiele równoległych. Potwierdziło się w ludzkim mózgu przypuszczenie, że istnieje tam cywiliacja. Postępowała eliminacja pozytywna. Czy taki proces jest możliwy? Ależ on wciąż zachodzi w nauce. Stawiamy tezę, hworzymy teorię, uczeni badają i znajdują dowody ją potwierdzające.
W XIX wieku następowało udowadnianie, że na Marsie istnieje cywilizacja. Badacze dostrzegli oceany i kontynenty. Szukano dalej dowodów. Zauważono czapy polarne. I wniosek prosty: w suchym i gorącym klimacie roztapiają się, istnieje więc życie. Oś obrotu jest nachylona pod kątem 25. 19 stopni w stosunku do płaszczyzny orbity. Zadziwiające podobieństwo z Ziemią, a dzień dłuższy o 40 minut. Co czas jakiś udawało się zaobserwować pewne zmiany, przypisano je roślinności. Na Ziemi otwarto w roku 1869 Kanał Sueski i wiele innych, nasuwał się logiczny wniosek: marsjańscy inżynierowie również budowali kanały.
Co więcej, na skrzyżowaniu linii odkryto morza w roku 1892. Zobaczył je jeden, a za nim zaraz dostrzegło je kilku innych. Zielone dżungle, kanały, topiące się lody, Marsjanie, nasi sąsiedzi.  Czasopisma pełne były entuzjastycznych artykułów i naukowych rewelacji, udowadnianych jedna za drugą.
Planeta jednakże jest sucha. Brak wody to poważny problem generujący konflikty. Obserwowaliśmy je na Ziemi.
Pojawiła się więc w ludzkim mózgu prosta linia, powstająca według starego schematu: brak - atak. W roku 1897 Herbert George Wells napisał powieść sf "Wojna światów", o napaści Marsjan na Ziemię w celu zdobycia wody.
Motyw uzupełniania zapasów, choć nie na tak wielką skalę, istnieje do dziś. Są obserwacje kosmitów pobierających wodę z jeziora czy zbierających minerały. To mała skala oczywiście i niegroźna. Przypuszcza się, że zbierano próbki do badań. Mnie fascynuje pewien temat i wciąż myślę o napisaniu większego tekstu, popartego solidnymi badaniami. Wspomnę tylko, że wszyscy go widzą: to male istoty maszerujące z kilofami na ramionach do kopalni. Widocznie był tak często obserwowany, że wbił się w ludzką pamięć i przetworzony, pozostał.  Idea odboju innej planety jest nadal żywa i trwała w naszym mózgu.
Już w roku 1894 zadziałała nauka, uczeni zastosowali logiczne połączenie i wnioskowanie: niemożliwe jest istnienie na Marsie zbiorników wodnych, bo ich powierzchnia była zbyt zróżnicowana. Nie wiem, dlaczego mnie to tak bawi.
W XX wieku postępował proces eliminacji negatywnej. Tacy astronomowie, jak (tu spis) nie stwierdzili istnienia kanałów.    W roku 1909 obserwacja poprzez   teleskop o średnicy 83 cm, przeprowadzona przez astronoma Antoniadi   w Obserwatorium Meudon, potwierdziła dowody poprzednich uczonych i obaliła teorię. Kanałów nie ma. Może wyschły, bo Marsjanie nie naczerpali wody z Ziemi. W latach dwudziestych potwierdzono,  że jest tam sucho, żadne organizmy wielokomórkowe nie mogły przetrwać. Nie wiem, czemu mnie zachwyca tempo wyciągania wniosków, oparte na obserwacji i teorii wymagającej potwierdzenia czy odrzucenia.
W roku 1965 rozpoczęła się era podboju kosmosu. Sonda kosmiczna Mariner 4 pokazała nam Mars jako usianą kraterami pustynię. Runęła wizja cywilizacji marsjańskiej.  
Wkroczyliśmy jednakże w nowe wspaniałe stulecie nauki i precyzyjnych instrumetów. Curiosity Rover odkrył na powierzchni Marsa  jakieś struktury. Najbardziej szokujący jest rozmiar skamieniałości, około pół cala, tak na oko, pocięte prążkami  czy pęknięciami. Co to może być? Zaczyna się eliminacja pozytywna. (To mój neologizm, akurat tu stosowny.)
Od razu zauważono, że Mars jest bardzo podobny do Ziemi. Uczeni tworzą teorie pokazujące, jak wyglądał w odległej przeszłości. Przesłano kolejny plik zdjęć. Badacz Barry DiGregorio, autor dzieł "Mars: The Living Planet" oraz "The Microbes on Mars" zauważył coś bardzo niezwykłego.
Te skamieniałości na powierzchni przypominają złoża ziemskie z okresu ordowik. Pamiętajmy, że udowadniamy fakty z przeszłości Marsa, który jest podobny do Ziemi, i to coraż bardziej. Ordowik trwał 42 miliony lat. To Charles Lapworth wydzielił ordowik w roku 1879, kończąc w ten sposób spór pomiędzy Adamem Sedgwickiem a Roderickiem Murchinsonem na temat warstw granicznych pomiędzy kambrem i sylurem.
Czy sfotografowane struktury są kryształami? Albo też są minerałami, które wypełniły szczelinki po rozpuszczeniu się kryształów. W każdym razie dyskusja naukowa się zaczyna.
I fascynuje. Curiosity Rover powraca więc na miejsce odkrycia. Pascal Lee z Mars Institute stwierdza, że to chyba jest naturalna formacja. Te enigmatyczne prostokąty z pęknięciami to bioturbacje. Powstają, gdy organizmy rezydujące w złożach pozostawiają "wydruk" po swej obecności. Każdy bystry czytelnik mojego bloga zauważył z pewnością pojawienie się nowych naukowych terminów oraz używanie przeze mnie takiego słownictwa, przynajmniej w tym zdaniu.
Typową bioturbacją jest imprint po robakach, stwierdza Lee, cienkie wyżłobienia, które powstały po ich przemieszczaniu się, potem uległy fosylizacji, poddane erozji, wyglądają jak mikrokanaliki. Jednakże wcale nie twierdzi, że to bioturbacje, tak  kończy wypowiedź.
Te struktury są naprawdę małe: mają milimetr szerokości i pięć milimetrów długości. I soczewki Rovera je zobaczyły i przesłały fotografie na Ziemię, i to jest najbardziej zachwycające. Struktury zakrzywiają się po kątem, co wskauje, że mogły zostać sformowane przez kryształy. Kolejna teoria.
Ashwin Vasavada, kierownik naukowy Projektu Curiosity,  stwierdził, że bez zbadania struktur przez laboratoria na Ziemi, określenie, czym są, to wielkie wyzwanie. Mamy ograniczone możliwości, zauważa, by rozróżnić, czy to są  pochodzenia biologicznego czy nie.
Tu jednakże mogą się skończyć podobieństwa do eliminacji pozytywnej, analogicznej do XIX wieku. Wkrótce Mars zostanie podbity. Uczyni to  Elon Musk, założyciel firmy Space X, która konstruuje rakiety nośne dla pojazdów kosmicznych. Rakieta Falcon 9 ma wynosić na orbitę statek kosmiczny Dragon. (Zauważę, że dragon to smok, pamiętamy, co starożytni tak określali.)  Powstanie Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Dragon ma zająć się dostarczaniem na nią zaopatrzenia. Bez wątpienia wbudowano w niego zbiorniki wody.
Następnym projektem firmy Space X będzie zaprojektowanie statku kosmicznego dla dowożenia ludzi na Marsa. I wtedy przekonamy się na własne oczy. Runą wszelkie teorie, gdy ludzka stopa stanie na suchym gruncie. I bez  lania wody będzie to twardy dowód.









piątek, 26 stycznia 2018

Obcy w nas



Jak myślą ludzie? Odpowiedź na to pytanie stanie się ważna, wtedy gdy będziemy musieli zmierzyć się lub skontaktować z umysłem Obcych. Możemy na samym początku i z wielką pewnością założyć, że myślą inaczej niż my. A czy w ogóle coś czują. 


Wiemy, jakie zdarzają się nieporozumienia, czy raczej brak zrozumienia języka innej osoby i jej kodu obyczajowego podczas kontaktu radiowego  pilotów. Zwyczajne określenie "Nie sądzę", może oznaczać "Być może" albo też "Wykluczone". W pierwszym przypadku osoba słuchająca może sądzić, że nastąpi atak. I naciska czerwony guzik.  W naszym języku używa się określenia "Na pewno", co oznacza "Tak, może" albo "Może nie". "Czy on się z nią ożeni?" "O, na pewno". Co znaczy: "Bardzo wątpię". W angielskim "Interesting" oznacza "Nudne, nie chcę słuchać". Do Aliensów nie możemy  zwracać się tak dwoiście.
A jeśli Obcy  będzie nam przesyłał symbole matematyczne lub fizyczne o wysokim poziomie komplikacji? Możemy tak założyć, skoro Szaraki wyprzedzają nas w rozwoju o 100 tysięcy lat. Niewyobrażalną trudność sprawią wielkie obrazy o znacznym stopniu złożoności, zawierające w sobie skomplikowane bloki tematyczne, każdy może być jednym tomem encyklopedii. A skróty, uproszczenia? I znowu groźba naciśnięcia czerwonego guzika.  
Przeprowadzano wiele badań nad sposobem telepatycznego kodu Obcych, począwszy od pierwszego kontaktu, od Roswell.
Wiemy, że podczas porwań Obcy komunikują się  telepatycznie z ludźmi i ze sobą nawzajem. Ludzie opisywali, jak zachodzi ten proces: sygnał odbierany przez mózg jest natychmiast i automatycznie przetwarzany na słowa i zrozumiałe symbole.
Powszechnie się uważa, że telepatia jest umiejętnością słyszenia cudzych myśli we własnym mózgu. Osoby porwane, które doświadczyły takiej komunikacji, słyszą w swym mózgach rezonans.
Jak nazwać umiejętności zwierząt, choćby szczurów umykających wszystkimi szparami z okrętu, który zatonie, ale jeszcze nie opuścił portu? Co słyszą w swym mózgu psy, które ciągną swych właścicieli na wzgórek, nadciąga bowiem tsunami. Zatopi wprawdzie miasto, ale wszyscy patrzą na spokojną jeszcze wodę.
Udało się odczytać wiele dokumentów mimo zamazywania na czarno słów na temat Obcych,  którzy żyli jeszcze po wypadku w Roswell, byli ranni, pokaleczeni.
Osoby, które się do nich zbliżyły, nie słyszały słów, ale ludzie ci mogli podzielać z nimi cierpienia, głębokiego smutku i żalu za tymi, którzy zginęli w wypadku.
I w tym momencie każdego z nas przeszywa dreszcz przerażenia. Wyobraź sobie, że stoisz nad umierającym kosmitą i widzisz w swym mózgu jego ból, żal, cierpienia. Czyżby oni mieli uczucia takie jak my: smutek, przerażenie, tęsknotę? Co czuli medycy i uczeni w białych fartuchach, podchodząc do nich ze skalpelem, przyklejając im na czoła elektrody i słysząc w swych mózgach głośny płacz, wielki żal za towarzyszami, za planetą, której nie zobaczą. Czy kiedykolwiek mogli zapomnieć to tsunami cierpienia. Obcy, każdy z nas.