czwartek, 10 października 2019

Eliminacja pozytywna





Kanały na Marsie. To tylko złudzenie! Mózg ludzki stworzył je, wymyślił, wyobraził sobie. Prysły marzenia, rozsypały się teorie naukowe, które uczeni tworzyli od lat ponad stu. Wszystko w mózgu i z jego powodu, te wielkie obserwacje i gigantyczne pomyłki. Czy teraz też tak jest?




Angelo Secchi dostrzegł olbrzymie struktury na powierzchni Marsa. Był rok 1858. Jednej z nich nadał nazwę Kanał Atlantycki. Zaczyna się mityzacja, powstaje legenda. Uczeni patrzą w niebo, by odkryć nowe formacje. Zwykli ludzie fascynują się i dorabiają fikcje. Giovanni Schiaparelli w roku 1877 podczas opozycji Marsa i Ziemi zobaczył proste linie. Były. Na pewno. Przecież  widział. Nazwał je kanałami. W angielskim to słowo oznaczało dukt wodny. a nie linię prostą, łączącą dwa punkty.  Uczeni stwierdzili, że istoty inteligentne zbudowały tam kanały. Nawadniali suche równikowe tereny, twierdził Percival Lowell. Inni uczeni dostrzegali setki linii, wiele równoległych. Potwierdziło się w ludzkim mózgu przypuszczenie, że istnieje tam cywiliacja. Postępowała eliminacja pozytywna. Czy taki proces jest możliwy? Ależ on wciąż zachodzi w nauce. Stawiamy tezę, hworzymy teorię, uczeni badają i znajdują dowody ją potwierdzające.
W XIX wieku następowało udowadnianie, że na Marsie istnieje cywilizacja. Badacze dostrzegli oceany i kontynenty. Szukano dalej dowodów. Zauważono czapy polarne. I wniosek prosty: w suchym i gorącym klimacie roztapiają się, istnieje więc życie. Oś obrotu jest nachylona pod kątem 25. 19 stopni w stosunku do płaszczyzny orbity. Zadziwiające podobieństwo z Ziemią, a dzień dłuższy o 40 minut. Co czas jakiś udawało się zaobserwować pewne zmiany, przypisano je roślinności. Na Ziemi otwarto w roku 1869 Kanał Sueski i wiele innych, nasuwał się logiczny wniosek: marsjańscy inżynierowie również budowali kanały.
Co więcej, na skrzyżowaniu linii odkryto morza w roku 1892. Zobaczył je jeden, a za nim zaraz dostrzegło je kilku innych. Zielone dżungle, kanały, topiące się lody, Marsjanie, nasi sąsiedzi.  Czasopisma pełne były entuzjastycznych artykułów i naukowych rewelacji, udowadnianych jedna za drugą.
Planeta jednakże jest sucha. Brak wody to poważny problem generujący konflikty. Obserwowaliśmy je na Ziemi.
Pojawiła się więc w ludzkim mózgu prosta linia, powstająca według starego schematu: brak - atak. W roku 1897 Herbert George Wells napisał powieść sf "Wojna światów", o napaści Marsjan na Ziemię w celu zdobycia wody.
Motyw uzupełniania zapasów, choć nie na tak wielką skalę, istnieje do dziś. Są obserwacje kosmitów pobierających wodę z jeziora czy zbierających minerały. To mała skala oczywiście i niegroźna. Przypuszcza się, że zbierano próbki do badań. Mnie fascynuje pewien temat i wciąż myślę o napisaniu większego tekstu, popartego solidnymi badaniami. Wspomnę tylko, że wszyscy go widzą: to male istoty maszerujące z kilofami na ramionach do kopalni. Widocznie był tak często obserwowany, że wbił się w ludzką pamięć i przetworzony, pozostał.  Idea odboju innej planety jest nadal żywa i trwała w naszym mózgu.
Już w roku 1894 zadziałała nauka, uczeni zastosowali logiczne połączenie i wnioskowanie: niemożliwe jest istnienie na Marsie zbiorników wodnych, bo ich powierzchnia była zbyt zróżnicowana. Nie wiem, dlaczego mnie to tak bawi.
W XX wieku postępował proces eliminacji negatywnej. Tacy astronomowie, jak (tu spis) nie stwierdzili istnienia kanałów.    W roku 1909 obserwacja poprzez   teleskop o średnicy 83 cm, przeprowadzona przez astronoma Antoniadi   w Obserwatorium Meudon, potwierdziła dowody poprzednich uczonych i obaliła teorię. Kanałów nie ma. Może wyschły, bo Marsjanie nie naczerpali wody z Ziemi. W latach dwudziestych potwierdzono,  że jest tam sucho, żadne organizmy wielokomórkowe nie mogły przetrwać. Nie wiem, czemu mnie zachwyca tempo wyciągania wniosków, oparte na obserwacji i teorii wymagającej potwierdzenia czy odrzucenia.
W roku 1965 rozpoczęła się era podboju kosmosu. Sonda kosmiczna Mariner 4 pokazała nam Mars jako usianą kraterami pustynię. Runęła wizja cywilizacji marsjańskiej.  
Wkroczyliśmy jednakże w nowe wspaniałe stulecie nauki i precyzyjnych instrumetów. Curiosity Rover odkrył na powierzchni Marsa  jakieś struktury. Najbardziej szokujący jest rozmiar skamieniałości, około pół cala, tak na oko, pocięte prążkami  czy pęknięciami. Co to może być? Zaczyna się eliminacja pozytywna. (To mój neologizm, akurat tu stosowny.)
Od razu zauważono, że Mars jest bardzo podobny do Ziemi. Uczeni tworzą teorie pokazujące, jak wyglądał w odległej przeszłości. Przesłano kolejny plik zdjęć. Badacz Barry DiGregorio, autor dzieł "Mars: The Living Planet" oraz "The Microbes on Mars" zauważył coś bardzo niezwykłego.
Te skamieniałości na powierzchni przypominają złoża ziemskie z okresu ordowik. Pamiętajmy, że udowadniamy fakty z przeszłości Marsa, który jest podobny do Ziemi, i to coraż bardziej. Ordowik trwał 42 miliony lat. To Charles Lapworth wydzielił ordowik w roku 1879, kończąc w ten sposób spór pomiędzy Adamem Sedgwickiem a Roderickiem Murchinsonem na temat warstw granicznych pomiędzy kambrem i sylurem.
Czy sfotografowane struktury są kryształami? Albo też są minerałami, które wypełniły szczelinki po rozpuszczeniu się kryształów. W każdym razie dyskusja naukowa się zaczyna.
I fascynuje. Curiosity Rover powraca więc na miejsce odkrycia. Pascal Lee z Mars Institute stwierdza, że to chyba jest naturalna formacja. Te enigmatyczne prostokąty z pęknięciami to bioturbacje. Powstają, gdy organizmy rezydujące w złożach pozostawiają "wydruk" po swej obecności. Każdy bystry czytelnik mojego bloga zauważył z pewnością pojawienie się nowych naukowych terminów oraz używanie przeze mnie takiego słownictwa, przynajmniej w tym zdaniu.
Typową bioturbacją jest imprint po robakach, stwierdza Lee, cienkie wyżłobienia, które powstały po ich przemieszczaniu się, potem uległy fosylizacji, poddane erozji, wyglądają jak mikrokanaliki. Jednakże wcale nie twierdzi, że to bioturbacje, tak  kończy wypowiedź.
Te struktury są naprawdę małe: mają milimetr szerokości i pięć milimetrów długości. I soczewki Rovera je zobaczyły i przesłały fotografie na Ziemię, i to jest najbardziej zachwycające. Struktury zakrzywiają się po kątem, co wskauje, że mogły zostać sformowane przez kryształy. Kolejna teoria.
Ashwin Vasavada, kierownik naukowy Projektu Curiosity,  stwierdził, że bez zbadania struktur przez laboratoria na Ziemi, określenie, czym są, to wielkie wyzwanie. Mamy ograniczone możliwości, zauważa, by rozróżnić, czy to są  pochodzenia biologicznego czy nie.
Tu jednakże mogą się skończyć podobieństwa do eliminacji pozytywnej, analogicznej do XIX wieku. Wkrótce Mars zostanie podbity. Uczyni to  Elon Musk, założyciel firmy Space X, która konstruuje rakiety nośne dla pojazdów kosmicznych. Rakieta Falcon 9 ma wynosić na orbitę statek kosmiczny Dragon. (Zauważę, że dragon to smok, pamiętamy, co starożytni tak określali.)  Powstanie Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Dragon ma zająć się dostarczaniem na nią zaopatrzenia. Bez wątpienia wbudowano w niego zbiorniki wody.
Następnym projektem firmy Space X będzie zaprojektowanie statku kosmicznego dla dowożenia ludzi na Marsa. I wtedy przekonamy się na własne oczy. Runą wszelkie teorie, gdy ludzka stopa stanie na suchym gruncie. I bez  lania wody będzie to twardy dowód.









piątek, 26 stycznia 2018

Obcy w nas



Jak myślą ludzie? Odpowiedź na to pytanie stanie się ważna, wtedy gdy będziemy musieli zmierzyć się lub skontaktować z umysłem Obcych. Możemy na samym początku i z wielką pewnością założyć, że myślą inaczej niż my. A czy w ogóle coś czują. 


Wiemy, jakie zdarzają się nieporozumienia, czy raczej brak zrozumienia języka innej osoby i jej kodu obyczajowego podczas kontaktu radiowego  pilotów. Zwyczajne określenie "Nie sądzę", może oznaczać "Być może" albo też "Wykluczone". W pierwszym przypadku osoba słuchająca może sądzić, że nastąpi atak. I naciska czerwony guzik.  W naszym języku używa się określenia "Na pewno", co oznacza "Tak, może" albo "Może nie". "Czy on się z nią ożeni?" "O, na pewno". Co znaczy: "Bardzo wątpię". W angielskim "Interesting" oznacza "Nudne, nie chcę słuchać". Do Aliensów nie możemy  zwracać się tak dwoiście.
A jeśli Obcy  będzie nam przesyłał symbole matematyczne lub fizyczne o wysokim poziomie komplikacji? Możemy tak założyć, skoro Szaraki wyprzedzają nas w rozwoju o 100 tysięcy lat. Niewyobrażalną trudność sprawią wielkie obrazy o znacznym stopniu złożoności, zawierające w sobie skomplikowane bloki tematyczne, każdy może być jednym tomem encyklopedii. A skróty, uproszczenia? I znowu groźba naciśnięcia czerwonego guzika.  
Przeprowadzano wiele badań nad sposobem telepatycznego kodu Obcych, począwszy od pierwszego kontaktu, od Roswell.
Wiemy, że podczas porwań Obcy komunikują się  telepatycznie z ludźmi i ze sobą nawzajem. Ludzie opisywali, jak zachodzi ten proces: sygnał odbierany przez mózg jest natychmiast i automatycznie przetwarzany na słowa i zrozumiałe symbole.
Powszechnie się uważa, że telepatia jest umiejętnością słyszenia cudzych myśli we własnym mózgu. Osoby porwane, które doświadczyły takiej komunikacji, słyszą w swym mózgach rezonans.
Jak nazwać umiejętności zwierząt, choćby szczurów umykających wszystkimi szparami z okrętu, który zatonie, ale jeszcze nie opuścił portu? Co słyszą w swym mózgu psy, które ciągną swych właścicieli na wzgórek, nadciąga bowiem tsunami. Zatopi wprawdzie miasto, ale wszyscy patrzą na spokojną jeszcze wodę.
Udało się odczytać wiele dokumentów mimo zamazywania na czarno słów na temat Obcych,  którzy żyli jeszcze po wypadku w Roswell, byli ranni, pokaleczeni.
Osoby, które się do nich zbliżyły, nie słyszały słów, ale ludzie ci mogli podzielać z nimi cierpienia, głębokiego smutku i żalu za tymi, którzy zginęli w wypadku.
I w tym momencie każdego z nas przeszywa dreszcz przerażenia. Wyobraź sobie, że stoisz nad umierającym kosmitą i widzisz w swym mózgu jego ból, żal, cierpienia. Czyżby oni mieli uczucia takie jak my: smutek, przerażenie, tęsknotę? Co czuli medycy i uczeni w białych fartuchach, podchodząc do nich ze skalpelem, przyklejając im na czoła elektrody i słysząc w swych mózgach głośny płacz, wielki żal za towarzyszami, za planetą, której nie zobaczą. Czy kiedykolwiek mogli zapomnieć to tsunami cierpienia. Obcy, każdy z nas.

piątek, 19 stycznia 2018

Kółko i krzyżyk



Nie pamiętacie z pewnością niegdysiejszych doświadczeń naukowych, które fascynowały, w wyniki ich zostały uznane za tak szokujące, że nie dawano im wiary. Usiłowano udowodnić istnienie telepatii, odczytywania prostych informacji z mózgu drugiego człowieka. Eksperymenty przeprowadzano pod rygorem surowej kontroli. W jednym pokoju siedział człowiek, przed nim na stole kartki z narysowanym kółkiem i krzyżykiem. Wpatrywał się w skupieniu.


Powrócę do relacji na temat porwań ludzi przez Obcych. Przerażona ofiara, położona na stole laboratoryjnym i poddawana badaniom, widziała przed sobą olbrzymie czarne oczy pochylonego nad nią Szaraka. W jej mózgu pojawiały się różne, nawet skomplikowane informacje: od prostych słów uspokojenia: "Nie bój się, nic ci nie zrobimy". do skomplikowanych wiadomości na temat położenia planety obcych na mapie kosmosu, aż do wizji o przyszłości Ziemi.
Czy ludzki mózg posiada takie możliwości? Pytanie oraz idea stały się inspiracją do naukowych badań.
Zostały zapożyczone od Szaraków, które jakoś nie cieszą się wielkim szacunkiem. Może dlatego, że są małe, nieprzyjemne w dotyku, spełniają podrzędne funkcje na statku i robią ludziom paskudne rzeczy. Brak oficjalnych komentarzy odpowiednich służb, a odczytywanie umysłu przez Szaraki pozostaje w sferze folkloru i ufologów.
Tymczasem już incydent w Roswell przyniósł na ten temat wiele danych, o których się milczy. Pamiętamy oficera, który przykucnął w bazie przed zwiniętą płachtą plastyku, podpartą kijkami. Oficer patrzył pustym wzrokiem przed siebie, tymczasem wojsko ucinało przesyłanie wszelkich relacji na temat wydarzenia i żołnierze z bronią otaczali kordonem miejsce, gdzie podobno spadł balon meteorologiczny, ważący parę deko. Było jednak, o co się bić i czego strzec.
Nieszczęsny i bezbronny,  i nie wiadomo, czy w ogóle żyjący, niewielki Szarak został poddany wielostronnym i długotrwałym badaniom przez ziemskich uczonych. Pewnie oceniał ich tak, jak my potraktowalibyśmy "mędrców" z X wieku, którzy chcieliby zbadać nasz mózg. Być może jego psychika przetransferowała się do kosmicznych zasobów i została opatrzona etykietką z jego peselem. Pozostał tylko mózg jako organ, typowy jak twardy dysk do wymiany.
Badania prowadzone ówczesnymi narzędziami wykazały podobno, że Obcy może poprzez swój mózg kontaktować się z innymi mózgami.  Jednym słowem, jego możliwości psychotroniczne daleko wykraczały poza ziemskie dowody na temat przesyłania obrazu kółka i krzyżyka. Posiadał umiejętność komunikowania się.
Jak postrzegamy Szaraki? Może uważamy je za podrzędnych laborantów, wykonujących rutynowe czynności, a nordycy stojący z boku to właściwi menagerowie.  A jeżeli tak nie jest? Szaraki możemy uważać za coś innego niż wykonawców projektu  klasy zarządzającej na statku kosmicznym. Jeżeli kiedyś my z Ziemi wyślemy jakiś star trek, jego załoga będzie się składała z uczonych po kilku fakultetach i ekspertów o głębokiej specjalizacji. 
Gdzieś w jakimś clusterze na Drodze Mlecznej naukowcy odkryli planety, które mają po około dwanaście miliardów lat. Zaledwie w roku 2012 odkryto dwie planety, które mają po niemal trzynaście miliardów lat. Znajdują się w odległości mniejszej niż czterysta lat świetlnych od Ziemi. Wiek naszej macierzystej planety nie osiągnął nawet pięciu miliardów lat. Pomyślmy przez chwilę, jak mogła się rozwinąć cywilizacja na planetach, które są od nas starsze o osiem miliardów lat.
I jak będzie wyglądała Ziemia i ludzka rasa za te osiem miliardów lat? A jeśli oni wiedzą, bo już obserwowali  rozwój takich młodych cywilizacji, i nie tylko, wpływali również na ich rozwój? Czynią to również teraz. Ostatnio badania postępują bardzo szybko i nawet do ludzi zajętych codziennością docierają wiadomości o nanotechnicznych "urządzeniach", które będą "wszczepiane" do mózgu, poszerzając jego możliwości w każdej dziedzinie. Obecnie traktujemy te doniesienia jako ciekawostki albo fantazje szalonych miliarderów, którzy nie wiedzą, co robić z kasą. A jeśli za niedługi okres czasu będą dyskusje i spory na temat aktywacji mózgu dzieci po urodzeniu, identycznie jak na temat obecnych szczepień przeciwko chorobom.
 Załóżmy, że telepatyczne przekazywanie informacji oraz, poszerzmy to, psychotroniczne przesyłanie  dużych plików wiadomości z mózgu do mózgu, w dodatku z ogromną szybkością, nie bacząc na przestrzeń i czas, będzie warunkiem koniecznym dla odbywania dalekich podróży. Jesteśmy już do tego przygotowywani. Kiedyś z jakiejś "chmury" zaczerpniemy wiadomości i niezbędne dane, umożliwiające dalszą podróż i kontakt z cywilizacjami, jakie są na naszej trasie. Piękna to idea i staje się na naszych oczach, choć może nie całkiem zdajemy sobie z niej sprawę. Jesteśmy na początku. Pierwszy krok właśnie robimy. 

P.s. Przepraszam moich miłych komentatorów za zbyt krótkie i obcesowe odpowiedzi, liczę na to, że obecny post pobudzi senną komórkę wyobraźni i zachęci do podzielenia się ze mną przemyśleniami, jeszcze poprzez słowa, choć zapisane w chmurze.