niedziela, 3 października 2021

Jak lepiej?

O co więc chodzi, co się kryje pod tytułem poprzedniego postu:"Jest, jak było"? Rzeczywistość Ziemi po odejściu Proksów powinna być zupełnie inna, niż podczas ich rządów. Dlaczego jest, jak było? W pewnym sensie Ziemia się zmieniła. Zniknęły granice,ograniczające kwadraty, które nie były państwami, a te zostały przywrócone. Cóż więc złego się stało?

Dobrze, że ze ścian budynków usunięto białe skrzynki, do których wrzucano kartki z donosami. Ludzie przestali nagle znikać z błahego powodu, ważnego jednakże dla Proksów. Skreślono opinie i rzeczy oficjalnie nieistniejące, Wszyscy wiedzieli, że te rzeczy są. wiedzieli również, że jest inaczej, niż nakazuje się wierzyć. A jednak utrzymywano, że ich nie ma. Nie będę przypominać mrówek, których również oficjalnie nie było. Można przypomnieć ważniejsze rzeczy oficjalnie nieistniejące: oficjalne prawdy polityczne czy naukowe.


Ale przecież takiego kształtu rzeczywistości nie wprowadzili Proksowie. Zrobili to ludzie, Proksowie tylko delikatnie sugerowali, czego sobie życzą. To ludzie wzajemnie się dręczyli i wprowadzali surowe prawa oraz ich bezwzględne egzekwowanie. Są sceny, jak na granicy policjanci przeszukiwali bagaże, czyniąc to skrupulatnie, czytając listy, by sprawdzić, czy nie ma w nich słów zagrażających Proksom. Z błahego powodu przenoszono człowieka do innego kwadratu albo jeszcze gdzieś dalej. Tracił wszystko.

Ludzie nie buntowali się temu porządkowi. Jedni z przyzwyczajenia, inni dlatego, że wystarczało im spokojne życie bez głodu. Tak bardzo przywykli do tego stanu, że nie było siły, by ich przekonać najbardziej wyszukanymi argumentami o jego szkodliwości i nikczemności. Nie brakowało im wolności, nie znali tego stanu, gdyż nigdy go nie doświadczyli. Inni wreszcie, mimo że wiedzieli, jaka jest prawda, nie pozwalali jej głosić, gdyż ciągnęli korzyści z tej sytuacji.

Czy mam wyjaśniać, jaki to był stan, jaki ustrój? Z pewnością młodzi czytelnicy nie rozumieją, o czym mówię, gdyż nigdy nie doświadczyli choćby rewizji na granicy i cenzury,  nie rozumieją określenia oficjalna prawda. . Jeżeli zapoznają się z powieścią "Wyjście z cienia" i znajdą się w środku tych absurdalnych scen, uznają z pewnością, że jest to powieść science fiction, tu mają rację, dobrze określili gatunek literacki, pomyślą, że opisany ustrój to fikcja. Namawiam ich do przeczytania tej książki, gdyż opis tamtych lat w podręczniku nie roztoczy przed ich oczami prawdziwego obrazu życia. Pamiętam, jak po raz pierwszy przejeżdżałam przez granicę samochodem, kiedy granic już nie było. Pięknie świeciło słońce, jechaliśmy leśną drogą, gdzieś na drzewie śpiewał ptak. Przy drodze stała tablica napisana po francusku: Niemcy, odwróciliśmy się: na innej tablicy przeczytałam słowo: Francja. Staliśmy, rozglądając się. Nie nadjechał w pędzie wojskowy samochód, z lasu nie wyszli żołnierze z bronią. Ruszyliśmy niepewnie, wciąż śpiewał ptak.  

Kim właściwie byli Proksowie? Wysłano ich na Ziemię z misją handlową. Jakże wiele znaczeń ma słowo misja. Przed wiekami wysyłano zakonników do pogańskich krajów z misją szerzenia religii, jakże ostre kanty miał krzyż na płaszczach rycerzy idących z krucjatą. W naszych czasach również popularne jest słowo misja, w której udział biorą żołnierze.

Prokowie pochodzili z planety Epsi. Komisja ekspertów z tej planety wydała raport, w którym stwierdziła, że podczas akcji nazwanej eufemistycznie nawiązywanie przyjaznych stosunków dopuszczono się gigantycznej mistyfikacji i serii oszustw; wymuszono zależności polityczne i świadczenia materialne. Jakże delikatnie podsumowano tę zbrodniczą misję. 

Proksowie opuścili Ziemię, zniknęły kwadraty, przywrócono państwa: Telewizja podawała wiadomości. Akra poinformowała, że usunięto ostatnią wieżyczkę z granic. Powstały samorządy lokalne. Kwadratowy, czyli zarządca dawnego kwadratu, stawał na czele takiego samorządu. w uznaniu zasług w dziedzinie prowadzenia kompromisowej polityki w trudnych warunkach okupacji proksyjskiej. O działaniu ręka w rękę nie wspomniano.

Najbardziej przerażająca wiadomość pochodziła z Afryki.


 "...doszło do starć z zamieszkałymi na tym terenie potomkami obywateli dawnego Bwamburu, kwestionującymi przebieg linii granicznej pomiędzy Nową Gwambą a Wielkim Bwamburu, który zamierzają reaktywować..." Z tego też powodu mogłam dać tytuł Jest jak było. I teraz możemy się zastanowić: Jak lepiej? Czy istnieje prosta odpowiedź: tak - nie?



piątek, 24 września 2021

I jest jak było

Jak pisałam w poprzednim blogu, Proksowie ocalili Ziemię przed napadem Elgomajów. Zawładnęli Ziemią, podzielili ją na kwadraty. Nikt nie mógł się przedostać przez granice, nawet ptak czy owad, płonęły. Zapanował porządek, nowy porządek. Wszyscy byli bezpieczni, nikt nie był głodny. Oto dalszy ciąg historii opisanej przez Janusza A. Zajdla w powieści "Wyjście z cienia". 

Zarządzano również nauką. Fizyka, chemia, technologia zostały zakazane. Nie było sensu zajmować się tymi kierunkami, skoro Proksowie wiedzieli więcej. Dogmatem była potęga intelektu i techniki proksyjskiej. Ale nikt tego nie sprawdzał. To oni kierowali ziemską cywilizacją, należało ich szanować i słuchać we własnym  interesie. Zezwalali jedynie na rozwój rolnictwa i produkcję żywności. Rozbroili Ziemię, nie wydawano pieniędzy  na zbrojenia i na zdobywanie wiedzy o Kosmosie, toteż można było wspaniale rozwijać rolnictwo. To był pewnik i o tym się nie dyskutowało.

Czyżby ciągnęli z tego jakieś korzyści? Na globie podzielonym na kwadraty był jeden specjalny, z którego regularnie odlatywały  rakiety pełne najlepszych towarów, uznawanych za luksusowe tam, dokąd je dostarczano. W taki sposób Ziemia odwdzięczała się swoim dobroczyńcom. Czyżby raczej była przez nich wykorzystywana? Ale nikt o tym nie wiedział. Panowało przecież powszechne szczęście. 

Nauka również nie mogła się rozwijać. Pewnych tematów się nie poruszało. Zakazanym tematem były mrówki, te owady oficjalnie nie istniały. Dlaczego Proksy tak się ich obawiały? To tajemnica, związana bezpośrednio z ich istnieniem. Nie mogę jej zdradzać, nie wyjawia się nazwiska zabójcy w filmie kryminalnym,  trzeba przeczytać tę piękną książkę, choć istnienie mrówek nie ma nic wspólnego z aferą kryminalną, tylko pobyt Proksów. Nie wolno jednak o mrówkach mówić. Uczeni wykręcają się, jak tylko się da i plotą głupstwa. Umyślną brednią jest temat pracy doktorskiej: "Niemożność istnienia rzekomej rodziny Formicide w świetle badań modelowych".

Koledzy uczonego wiedzą, że to głupota, ale wszyscy są dzięki temu bezpieczni. Nie mogą jednakże prowadzić solidnych i uczciwych badań naukowych, nie otrzymują koniecznych przyrządów czy materiałów. Jednakże mimo wszystko uczeni zgromadzeni wokół ojca Tima, docenta Warnela, mimo zakazów i braku możliwości wykonali wiele badań i doszli do ważnych  wniosków. Dowiedzieli się, jakie parametry mają kapsy, ile ważą oraz jak się odżywiają. Tych wszystkich badań  dokonali nie dotykając żadnego kapsa. Stosowali fascynujące i pomysłowe metody.

Jak zauważyłam w poprzednim blogu, w drugiej jakby części powieści bohaterowie są bardziej ruchliwi: wyjeżdżają do lasu, do krewnych, jako że docent Warnel dostał żeton na tę wyprawę, o co się ubiegał. Przejazd przez granice kwadratów, bo państwa przecież nie istniały, był prawdziwym horrorem. Policja rewidowała bagaże, zabierała to,co uważała za niebezpieczne, interesowała się notatkami i listami, czytała je i rekwirowała. Kapsy im towarzyszyły. Swoimi chwytakami wyciągali z walizek to, co ich interesowało, a więc wartościowe urządzenia i, co dziwne, miód. Tim zauważył kapsa idącego wzdłuż peronu, chwiał się niebezpiecznie, groziło mu, że wpadnie pod pociąg i zostanie zmiażdżony. Lecz to było niemożliwe, kolejarz opowiedział, jak zatrzymano pociąg, który stał wiele godzin... póki kaps nie wytrzeźwiał Trujące dla ludzi grzyby były dla nich jak narkotyk, zajadali się nimi, wyciągnąwszy  zbieraczom z koszyka. 


Tim Warnel i jego ojciec dotarli wreszcie do domu swoich krewnych, mieszkających w lesie. Chłopiec  spotkał się z braćmi stryjecznymi. I było tak jak kiedyś: pili świeże mleko i spali na sianie. Odwiedzili dziadka niemal stuletniego. Trudno im było uwierzyć w jego opowieść: przed zawłaszczeniem Ziemi przez Proksów można było prowadzić rozmowy telefoniczne pomiędzy państwami, na granicy nie przetrząsano bagażu i latały machiny ze skrzydłami, o których chłopcy nigdy nie słyszeli. A jak naprawdę wyglądała odsiecz proksyjska? Była jednym wielkim blefem. Nikt na Ziemię nie napadł, co później odkryli uczeni zorganizowani wokół docenta Warnela. Proksowie zamarkowali atak rakietowy, by Ziemia wyczerpała potencjał obronny. I jako rzekomi sprzymierzeńcy przybyli bronić Ziemi przed nieistniejącym przeciwnikiem. 

Okazało się, że Proksowie przybyli na Trzecią Planetę z misją handlową , jak stwierdzili ich zwierzchnicy, ale dopuszczali się gigantycznej mistyfikacji, zostali więc odwołani. Nie mogli jednak całkowicie wyrzec się luksusów, które rakiety transportowały z Ziemi. A co nastąpiło na naszym globie? Chyba się domyślacie. 

niedziela, 19 września 2021

Rocznica odsieczy proksyjskiej

 

Rocznicę odsieczy proksyjskiej obchodzą obywatele Ziemi w powieści Janusza A. Zajdla "Wyjście z cienia", wydanej przez "Czytelnika" w roku 1983, a więc o trzy lata przed moją książką "Tylko Ziemia". Jest to 75 rocznica, łatwo policzyć, kiedy ta odsiecz miała miejsce. Przyniosła szczęście ludzkości. 

Dzieci na akademiach w szkole recytowały wierszyki na cześć wyzwolicieli: 

"Kiedy z Procjona na bezbronną Ziemię ruszyło podłe Elgomajów plemię,

Któż nam dopomógł, któż życie ocalił , czyje rakiety przybyły z oddali.

Spiesząc przez kosmos i nie szczędząc siły, wrogą flotyllę najeźdźców rozbiły?

Na to pytanie każdy ci odpowie: niezwyciężeni, potężni Proksowie!

Dziś w każdym mieście amby Proksów stoją,

By wszystkie dzieci mogły żyć w spokoju.

Za to szanować i kochać musimy naszych przyjaciół zbawców z Proximy.

Czy wy, Czytelnicy tego bloga słyszeliście o takim okresie w historii naszego kraju?

Bohater powieści, Tim, uczeń szkoły średniej, martwi się przed lekcjami, że nauczyciel historii, profesor Bruss będzie mu zadawał pytania. Czy takie:"Czy słuszna była błędna kosmopolityka byłej organizacji tak zwanych Narodów jakoby rzekomo Zjednoczonych i dlaczego nie była słuszna; uzasadnić na przykładzie". Wiedział, że profesor uwziął się na niego i trudno mu będzie zaliczyć ten przedmiot.

Na lekcji profesor jednak zapytał o kosmiczną napaść Elgomajów, którzy pokonaliby Ziemię, gdyby nie przybyli z odsieczą mieszkańcy Proximy Centaura, czyli Proksowie.

Zostali i rozpoczęli rządzić.  Ziemię podzielono na kwadraty, zlikwidowano państwa i odmienne języki, ustanowiono strzeżone granice.Profesor Bruss podkreślał, że przegraną Ziemian spowodowali dowódcy, ich nieudolność, głupota, tchórzostwo. 

Po lekcjach Tim miał zrobić zakupy, zajęło mu to wiele czasu, w każdym sklepie stały długie kolejki. Ojciec Tima nie mógł kupić na śniadanie bułek, gdyż były tylko czerstwe i ani jednego plasterka sera. Kiedy chłopiec wracał po lekcjach do domu w centrum zahamowano ruch, stanęły tramwaje, autobusy i samochody, na chodnikach zgromadziły się tłumy ludzi. Ponad ich głowami dostojnie płynął toran, towarzyszyły mu pulwy. Ludzie unosili ręce i   wznosili radosne okrzyki na cześć zwycięzców, którzy paradowali z dumą, pokazując ludziom  swą siłę.  Kiedy ponownie pojazdy ruszyły, ulicami posuwały się okrągłe kapsy, przypominające jajka lub piłkę do rugby, a nad nimi sunęły pulwy. Za każdym kapsem ciągnął się długi kabel. Te stwory były podobno przybyszami, którzy wygrali wojnę, pokonując atakujących Elgomajów i zostali, by zarządzać Ziemią. 

Podobno takie obiekty widywano od dawna na niebie, co oznacza, że Ziemię obserwowano, ale kto to robił i cóż to oznaczało. W jakim celu prowadzono taką obserwację, by napaść? To niemożliwe, przecież Proksowie ocalili Ziemię. I czy tak wyglądają wyzwoliciele, owalne stworki, z jakimś jakby ogonkiem, pełznący brzegiem chodnika?

"No i co się kiwasz?" Pytanie zadał stojący obok Proksa wysoki chłopak. W ręku miał otwarty scyzoryk. Powiedział Timowi, który znał go z widzenia, że chciałby odciąć kapsowi ciągnący się za nim kabelek. Tim nie wiedział, że kaps kiwa się z powodu środków działających na niego jak narkotyk. Zastanawiał się potem, czy nie powinien wrzucić do białej skrzynki karteczki z donosem. Było to popularne i konieczne, przecież trzeba szanować wyzwolicieli.

W domu oglądał z ojcem mecz piłki nożnej. Sędziowanie było tak nieuczciwe, że ojciec bardzo się denerwował. Kiedy na koniec piłka leciała do bramki drużyny reprezentującej Proksów, ponad boiskiem pojawiła się pulwa, lecąc, zbiła z toru piłkę. Proksowie wygrali, przecież nie mogli przegrać w żadnej, nawet tak błahej dziedzinie. Ojciec zapalił coś podobnego do papierosa, było to jednak większe i grubsze. Matka dała mu znak i to coś zostało zgaszone. Przypominało kształtem toran, ich potężne, latające machiny.


Dla poprawienia nastroju matka zaproponowała zjedzenie podwieczorku. Podała potrawę, której Tim nie znał. Znalazł potem w wiadrze na  śmieci białe, okrągłe połówki przypominające przekrojonego kapsa. 

Matka na pytanie ojca odpowiedziała, że kupiła to od kobiety w bramie. Przypomniał matce o ostrożności, widać było, że się bali. Ustalono, że te skorupki trzeba będzie zgnieść na proszek, bo śmieciarz grzebie w odpadkach i może donieść władzy.

Powieść ze względu na motywy można jakby podzielić na trzy części. Pierwsza jest nieco statyczna i pokazuje życie codzienne. Druga, bardziej dynamiczna, mówi o wewnętrznym rozwoju Tima, która zaczyna coraz więcej rozumieć, trzecia jest analityczna. Jest jeszcze scena wstępna i kończąca. O tym powiem w kolejnych wpisach. 

Mamy jeszcze dedykację: " Wszystkie mrówki, wypożyczone z wyobraźni Julii Nideckiej, z podziękowaniem zwraca autor".

Mrówki to stały motyw w powieści. Pojawiają się na początku, kiedy Tim przychodzi do szkoły. Przed lekcjami w sali chłopcy wyciągnęli zza szafy jakieś nieużywane stare plansze. Przedstawiają różne zwierzęta. Na jednej z plansz są narysowane mrówki. Uczniowie nigdy o nich nie słyszeli. "Profesor stanął  nagle na środku sali, jakby owa mrówka była bazyliszkiem, porażającym tego, na kogo patrzy." To oficjalnie  nieistniejący gatunek.Wiele rzeczy, przedmiotów wydarzeń oficjalnie nie istnieje. Świat  oparty na oszustwie.